Love Like Machines to czwarty album pochodzącej z Memphis formacji The Heavy
Eyes. Zwrócili moją uwagę płytą poprzednią – wydaną w 2015 roku He Dreams of Lions. Trochę kazali czekać na następcę, ale to nawet dobrze. Ciekawych
zespołów na podziemnej scenie rockowej jest obecnie tyle, że gdyby wszyscy
chcieli wydawać płyty co rok albo dwa, nikt by tego nie ogarnął nawet w
minimalnym stopniu. Więc podziękowania dla takich formacji jak The Heavy Eyes,
że wypuszczają nową muzykę na tyle rzadko, bym mógł za nimi nadążyć. Love
Like Machines zawiera zaledwie 34 minuty muzyki podzielonej na dziesięć
numerów. Nie trzeba być matematycznym orłem, żeby szybko dostrzec, że będą to
raczej krótkie rzeczy. Zaledwie jedna kompozycja przekracza cztery minuty,
kilka nie dobija nawet do trzech. Ale nic nie szkodzi. Panowie z The Heavy Eyes
łoją przyjemnego, dynamicznego, melodyjnego fuzz n’ rolla, który jest oparty
właśnie na dynamice i „wpadalności” w ucho, a nie na wielkich popisach
instrumentalnych i natchnionych improwizacjach. To zostawiają innym.
