Grup w retrorockowym lub
stonerowo-psychodelicznym podziemiu z „ciężkością” w nazwie jest mnóstwo.
Bardzo łatwo się w tym pogubić. Najprościej więc wyróżniać się kapitalną
muzyką, wtedy szansa na to, że słuchacz będzie mylił jednych ciężkich z
drugimi, jest mniejsza. Zespół The Heavy Crown na razie robi sporo, żebym nie
mylił ich z nikim innym. Po raz pierwszy natknąłem się na tę formację, gdy
przymierzałem się do penetracji belgijskiej sceny rockowej na potrzeby mojej
audycji. Wtedy mieli na koncie tylko jeden album – wydaną w 2015 płytę Full of
Haze, która tak w zasadzie powinna być liczona jako EP-ka. I tak się
przymierzam do tych belgijskich zespołów w audycji i przymierzam, i ciągle
pojawia się tyle świetnych nowości, że nie mam zwyczajnie czasu, żeby
belgijskiemu rockowi poświęcić tyle czasu, ile powinienem. Efekt jest taki, że
te formacje dalej czekają w radiu na swoją kolej, ale za to jedna z nich
zdążyła w międzyczasie wydać już nowy album i z nim właśnie w audycji
zagościła. Czas więc i na bloga.
