Nie da się ukryć, że pewnie grubo
ponad 90 procent tekstów na tym blogu dotyczy płyt z szeroko pojętego rockowego
poletka. Wszystko jedno czy jest to psychodelia, stoner, doom, hard, blues, czy
progresja – wspólnym elementem zdecydowanej większości albumów jest rockowe
instrumentarium i takie też brzmienie, choć oczywiście poszczególni wykonawcy
często w tej rockowej szufladce mimo wszystko są dość daleko od siebie. Ale od
czasu do czasu jakaś płyta spoza tej szufladki spodoba mi się na tyle, że
trafia do szerokiej czołówki mojego zestawienia ulubionych krążków danego roku,
a wtedy to już w zasadzie nie ma wyjścia – musi pojawić się także na blogu. Tak
jest z albumem Slow Air grupy Still
Corners.
