Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dream pop. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dream pop. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 grudnia 2018

Still Corners - Slow Air [2018]


Nie da się ukryć, że pewnie grubo ponad 90 procent tekstów na tym blogu dotyczy płyt z szeroko pojętego rockowego poletka. Wszystko jedno czy jest to psychodelia, stoner, doom, hard, blues, czy progresja – wspólnym elementem zdecydowanej większości albumów jest rockowe instrumentarium i takie też brzmienie, choć oczywiście poszczególni wykonawcy często w tej rockowej szufladce mimo wszystko są dość daleko od siebie. Ale od czasu do czasu jakaś płyta spoza tej szufladki spodoba mi się na tyle, że trafia do szerokiej czołówki mojego zestawienia ulubionych krążków danego roku, a wtedy to już w zasadzie nie ma wyjścia – musi pojawić się także na blogu. Tak jest z albumem Slow Air grupy Still Corners.

piątek, 8 grudnia 2017

Secret Colours - Dream Dream [2017]



Grają mocno w stylu brytyjskiej pop-rockowej psychodelii drugiej połowy lat 60. połączonej z elementami britpopu, w nazwie mają „colours” w brytyjskiej pisowni, no to chyba muszą być z Wielkiej Brytanii, czyż nie? Nie! Kwartet (lub kwintet – informacje na ich stronach stoją w sprzeczności ze zdjęciami promocyjnymi) Secret Colours pochodzi z Chicago – miasta, które chyba najbardziej kojarzy się z bluesem (i z Chicago Bulls, ale to jakby inna bajka). Ale z tym gatunkiem akurat ten zespół wiele wspólnego nie ma. Czyli pozory mylą w niemal każdym aspekcie. Włącznie z okładką nowej, czwartej już płyty zespołu – Dream Dream. Ta mocno sugeruje klimaty lat 80. (i to może nawet takie dość rushowe), a tu jednak spektrum brzmieniowe jest o wiele szersze i wcale nie ta dekada jest najintensywniej reprezentowana.

czwartek, 26 maja 2016

Brodka - Clashes [2016]



Ale jak to? Brodka tutaj? Obok stoner rocka, progresji, metalu i psychodelii? No tak, ale kto powiedział, że to blog poświęcony wyłącznie ciężkim dźwiękom. Z racji moich muzycznych zainteresowań taka muzyka tu dominuje, ale jak tu nie zapuścić się na chwilę w świat muzycznego mainstreamu, kiedy jedna z najciekawszych na naszym rynku reprezentantek tego świata wydaje właśnie po kilku latach milczenia nowy album, który jest wychwalany przez niemal wszystkich recenzentów i w dodatku… jak najbardziej słusznie. Doczekaliśmy chwili, kiedy w naszym kraju promuje się z taką zawziętością album naprawdę dobry. Należy to uczcić. Czasami trzeba się dać ponieść temu prądowi i nie walczyć z nim zbyt mocno. „Come to the dark side, we have cookies!”. W tym przypadku czynię to z dużą przyjemnością.