Odkąd wpadłem na to, by blogowe zaległości rozwiązywać za pomocą tekstów zbiorczych o kilku płytach, trochę ułatwiłem sobie zadanie i chętnie z tego korzystam. Miał się pojawić jeszcze jeden tekst z krótkimi opisami sześciu czy siedmiu płyt, które umieściłem w szerokiej czołówce swoich ulubionych zeszłorocznych albumów. Uznałem, że głupio by było, gdyby takie albumy nie doczekały się jeśli nie osobnego wpisu, to chociaż właśnie takiego tekstu zbiorczego. Ale powiem (a raczej napiszę) szczerze – upłynęło za dużo czasu. Nie potrafię się do tego zmusić pod koniec lutego, kiedy ukazują się już pierwsze tegoroczne płyty, o których chciałbym napisać, jak trafi się lepszy dzień do pisania. Dlatego ten tekst jest jeszcze bardziej skompresowany niż te typowe wpisy zbiorcze, na które się decydowałem w ostatnim czasie. Albo tak, albo wcale. Trzeba iść do przodu.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą whoopie cat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą whoopie cat. Pokaż wszystkie posty
sobota, 24 lutego 2024
czwartek, 1 listopada 2018
Whoopie Cat - Illusion of Choice [2018]
Whoopie Cat to formacja z
Australii, która dwa lata temu bardzo skutecznie weszła w orbitę moich
muzycznych zainteresowań EP-ką zatytułowaną po prostu Whoopie Cat, z okładki której spoglądał na nas kolorowy futrzak.
Szata graficzna prezentowała raczej minimalistyczne podejście, zaś sama muzyka
nie była może przesadnie wyszukana czy nowatorska, ale bardzo solidny bluesujący
rock z przyjemnym wokalem szybko wpadał w ucho i to wystarczyło, żebym
zapamiętał tę nazwę. Teraz powrócili z płytą Illusion of Choice i muzycznie w zasadzie jest to kontynuacja
debiutu – znowu dostajemy bardzo solidną dawkę chwytliwego blues-rockowego
grania z odcieniami psychodelii.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

