środa, 15 czerwca 2016

Scorpion Child - Acid Roulette [2016]



Długo kazali panowie ze Scorpion Child czekać na swoją drugą płytę. W międzyczasie był koncert w Polsce, na którym – mimo żenującej frekwencji – fani i zespół znakomicie się bawili. Były też drobne zmiany w składzie (od niedawna w szeregach grupy jest klawiszowiec AJ Vincent). Od jakiegoś czasu grupa umieszczała w sieci kolejne utwory z nadchodzącej płyty, robiąc tym samym wszystkim fanom spore nadzieje na to, że było faktycznie na co czekać tak długo. I wiecie co? Było! Bo mimo nie zawsze opłacalnych finansowo koncertów, mimo zmian osobowych w środku poprzedniej trasy, mimo trzech lat czekania na płytę numer dwa, jedno się nie zmieniło – Scorpion Child to wciąż jeden z najlepszych nowych zespołów na hardrockowej scenie. Może nawet jeszcze lepszy niż za czasów debiutu. Płyta Acid Roulette to pozycja obowiązkowa dla wszystkich miłośników tego gatunku, którzy nie ugrzęźli się mentalnie w połowie lat 70.

Początek płyty to utwory, które w dużej części były już znane słuchaczom przed premierą. W otwierającym album She Sings, I Kill od razu słychać, że instrumentarium grupy zostało poszerzone o instrumenty klawiszowe. Nie chowają się gdzieś w tle, nieśmiało wychylając się od czasu do czasu – z miejsca atakują gęstym brzmieniem, znakomicie uzupełniającym gitarę Christophera Cowarta. No i przede wszystkim szybko przypominamy sobie, że ten zespół ma w składzie jednego z najciekawszych rockowych „krzykaczy” naszych czasów – Aryna Jonathana Blacka obdarzonego wysokim, mocnym, nieco szorstkim głosem. Idealnym do mocnej hardrockowej muzyki. Riffy w Reaper’s Danse tną niczym na pierwszych płytach Iron Maiden, zaś My Woman in Black kapitalnie łączy ciężar z przebojowością. To był naturalny materiał na singiel. Ba, to powinien być przebój w rockowych rozgłośniach radiowych, gdyby tylko większość z nich przestała udawać, że rockiem jest Coldplay. Chwytliwy refren, kapitalne riffy, mocne zaśpiewy, chórki, solidny łomot – czego chcieć więcej? Pierwsze zwolnienie tempa i chwila odpoczynku od mocnego łojenia przychodzi w utworze tytułowym, bo choć w drugiej części wszystko się bardzo naturalnie rozkręca, to początek zaskakuje przyjemnym, spokojnym klimatem. Tak spokojnie jak momentami w tym numerze będzie jeszcze w Survives – początkowo fortepianowej balladce, która szybko zyskuje fragmentami na ciężarze, ale nigdy się nie rozpędza. To taki kawałek osadzony mocno w stylistyce podniosłych rockowych ballad lat 80., choć bez kiczowatej produkcji większości tego typu kompozycji. Jest też cichy przerywnik w postaci Séance, ale ten brzmi jak coś w rodzaju krótkiej modlitwy, na pewno nie jest to pełnoprawny utwór.

Zazwyczaj jest jednak mocno i treściwie, choć nie bez przebojowości. W Twilight Coven wyczuwam klimat późniejszych płyt Sabbath z Tonym Martinem (powiedzmy z okolic Tyr) skrzyżowanych z luzem Ugly Kid Joe, Moon Tension to z kolei – obok My Woman in Black – zdecydowanie najbardziej radiowy numer, porywający w równej mierze gitarowymi riffami jak i chwytliwym refrenem. Prawdziwym punktem kulminacyjnym tej płyty jest jednak przedostatnie na niej I Might Be Your Man. Kapitalny, ciężki, dość powolny, a przy tym cholernie melodyjny i chwytliwy kawałek. W końcu znalazło się też nieco przestrzeni na dłuższe instrumentalne odpływy, bo muzyków nie goni tu format czterominutowy. I słychać od razu, że gdy dają sobie nieco więcej luzu, wychodzi to fantastycznie. Może na kolejnej płycie takich dłuższych kawałków mogłoby być jeszcze więcej – to mógłby być dla nich ciekawy kierunek. Na koniec, po zamykającym płytę Addictions, mamy przerywany nagłym krzykiem szum fal. Na pierwszym albumie było cykanie świerszczy w trawie. Co zamknie wydawnictwo numer trzy? Wiatr w polu? Pełne zadowolenia mruczenie drapanego kota? Możliwości wiele, podobnie jak i talentu w tej grupie i dobrych utworów na tej płycie.

Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to chyba tylko do jednak nieco zbyt dużego natężenia dźwięku. Owszem, wtrącenie tu i tam kilku spokojniejszych utworów przynosi uszom znaczną ulgę, ale produkcja jednak  wpisuje się w popularny trend: „wszystko głośniej niż wszystko inne”. Po kilku utworach może to trochę męczyć, bo każdy z tych numerów dosłownie kopie dźwiękiem i jego intensywnością po uszach. Z drugiej strony czasem człowiekowi po prostu trzeba takiego kopa. Na przykład wtedy, kiedy trzeba wkurzyć irytującego sąsiada piszącego na ciebie paszkwile do urzędu miasta (nie pozdrawiam) albo zagłuszyć odgłosy prac drogowych pod oknem. Przy tym natężeniu dźwięku nic innego się nie przebije, choćby pod domem dział się właśnie koniec świata.

Acid Roulette to płyta idealna dla zwolenników wysokoenergetycznego hard rocka. Powiedzmy sobie szczerze – prochu to tutaj panowie ze Scorpion Child nie wymyślają, ale są w tym co robią tak dobrzy, że i tak słucha się ich nagrań kapitalnie. Organy dodały brzmieniu grupy nowy wymiar – teraz jest jeszcze głośniej, jeszcze gęściej, jeszcze dynamiczniej. Jest bardzo dobrze. Oczywiście nie sposób uciec od pewnych porównań do wielkich hard rocka z lat 70. (Led Zeppelin, Deep Purple, Black Sabbath, UFO) czy 90. (Pearl Jam, Ugly Kid Joe czy momentami nawet Soundgarden), ale jeśli miałbym wymienić tylko jedną nazwę, która dałaby wam pojęcie o brzmieniu Acid Roulette, to napisałbym, że Scorpion Child to taka nowsza i lepsza wersja młodego Skid Row z czasów dwóch pierwszych płyt. Może i mniej bezczelna, szczeniacka i zawadiacka, ale i mniej wypolerowana w kwestii brzmienia i na pewno bogatsza aranżacyjnie. To po prostu pełen życia, świetnie zagrany i zaśpiewany hard rock dla każdego fana tego gatunku.



--
Zapraszam na współprowadzoną przeze mnie audycję Nie Dla Singli w każdą sobotę o 20
http://zak.lodz.pl - tu można nas słuchać
http://facebook.com/niedlasingli - a tu z nami porozmawiać w trakcie audycji
oraz na prowadzoną przeze mnie audycję Lepszy Punkt Słyszenia w radiu Rock Serwis FM w każdy piątek o 21 (powtórki w soboty o 13)
http://rockserwis.fm - tu można mnie słuchać
http://facebook.com/lepszypunktslyszenia - a tu porozmawiać ze mną w trakcie audycji


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz