Brant Bjork to nazwisko, które
przemykało przed moimi oczami już od kilku lat, ale to także jeden z tych
przypadków, kiedy człowiek już z nazwą/nazwiskiem dobrze się opatrzy, a wciąż
nie zna twórczości artysty. Być może tak właśnie było dlatego, że z jakiegoś
powodu podejrzewałem pana Bjorka o granie wyłącznie hałaśliwego, przytłaczającego
stonera. Tymczasem po odsłuchu Mankind Woman okazało się, że – przynajmniej w
przypadku tej płyty – byłem w wielkim błędzie. Muzyk, który ma na koncie płyty
nagrane z takimi formacjami jak Vista Chino, Fu Manchu oraz przede wszystkim
Kyuss, którego był przecież jednym z założycieli, nagrał płytę, do której
zupełnie niespodziewanie wracam bardzo często i z dużą przyjemnością.
