
Choć Last in Line to grupa dość
nowa, jej geneza sięga początku lat 80. Każdy szanujący się fan ciężkiej muzyki
zna zapewne płytę zespołu Dio zatytułowaną The
Last in Line. Drugi album nagrany przez Ronniego Jamesa Dio i
towarzyszących mu muzyków (początkowo miał to być zespół równorzędnych twórców,
wyszło oczywiście inaczej…) to niewątpliwie jeden z klasyków muzyki
heavymetalowej lat 80. I choć większość ówczesnego składu Dio przewijała się
przez różne okresy działalności grupy, ten konkretny skład ostatni raz zagrał
wspólnie na wydanej w 1985 płycie Sacred
Heart, do czego w największym stopniu przyczynił się konflikt Dio z
gitarzystą Vivianem Campbellem. Przeskakujemy do czasów współczesnych. Ronnie
James Dio zmarł w 2010 roku. Dwa lata później czterech dawnych muzyków Dio –
Campbell, basista Jimmy Bain, perkusista Vinny Appice i klawiszowiec Claude
Schnell – spotkało się i postanowiło sprawdzić, czy wciąż jest między nimi
muzyczna chemia. Panowie chcieli pograć stare utwory Dio z pierwszych trzech
płyt formacji, potrzebowali jednak wokalisty. Padło na Andrew Freemana, byłego
współpracownika The Offspring, który najbardziej znany jest ze śpiewania w
grupie gitarzysty George’a Lyncha (gdzie przez jakiś czas bębnił też Appice).
Po kilkunastu miesiącach wspólnego grania okazało się, że panowie mają ambicję
nagrania płyty z własnymi numerami. Nie wszystko przebiegało gładko. Plany
szybkiego wydania krążka i dłuższej trasy koncertowej storpedował nowotwór,
który zdiagnozowano u Campbella (oraz kolejne jego nawroty), a także długa
trasa koncertowa Def Leppard, w którym Campbell gra od 1992 roku. Później
muzycy uznali, że w utworach, które tworzą, nie za bardzo jest miejsce na zbyt
wiele partii klawiszy, więc zrezygnowano ze współpracy ze Schnellem. Jakby tego
było mało jeszcze przed wydaniem gotowej już płyty, w przeddzień koncertu w
ramach rejsu Hysteria on High Seas organizowanego przez Def Leppard, zmarł
Jimmy Bain. Tak jakby wszystko sprzysięgło się, by ta płyta nigdy się nie
ukazała…