Pokazywanie postów oznaczonych etykietą last in line. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą last in line. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 września 2023

Uzupełnianie zaległości 2023 - część 3

W kolejnym zbiorczym tekście dotyczącym tegorocznych nowości, które do tej pory nie doczekały się swoich własnych wpisów, postanowiłem podsumować to, co w tym roku wydawali ci nieco bardziej znani od wykonawców, którzy zazwyczaj pojawiają się na blogu. 

 



sobota, 20 lutego 2016

Last in Line - Heavy Crown [2016]



Choć Last in Line to grupa dość nowa, jej geneza sięga początku lat 80. Każdy szanujący się fan ciężkiej muzyki zna zapewne płytę zespołu Dio zatytułowaną The Last in Line. Drugi album nagrany przez Ronniego Jamesa Dio i towarzyszących mu muzyków (początkowo miał to być zespół równorzędnych twórców, wyszło oczywiście inaczej…) to niewątpliwie jeden z klasyków muzyki heavymetalowej lat 80. I choć większość ówczesnego składu Dio przewijała się przez różne okresy działalności grupy, ten konkretny skład ostatni raz zagrał wspólnie na wydanej w 1985 płycie Sacred Heart, do czego w największym stopniu przyczynił się konflikt Dio z gitarzystą Vivianem Campbellem. Przeskakujemy do czasów współczesnych. Ronnie James Dio zmarł w 2010 roku. Dwa lata później czterech dawnych muzyków Dio – Campbell, basista Jimmy Bain, perkusista Vinny Appice i klawiszowiec Claude Schnell – spotkało się i postanowiło sprawdzić, czy wciąż jest między nimi muzyczna chemia. Panowie chcieli pograć stare utwory Dio z pierwszych trzech płyt formacji, potrzebowali jednak wokalisty. Padło na Andrew Freemana, byłego współpracownika The Offspring, który najbardziej znany jest ze śpiewania w grupie gitarzysty George’a Lyncha (gdzie przez jakiś czas bębnił też Appice). Po kilkunastu miesiącach wspólnego grania okazało się, że panowie mają ambicję nagrania płyty z własnymi numerami. Nie wszystko przebiegało gładko. Plany szybkiego wydania krążka i dłuższej trasy koncertowej storpedował nowotwór, który zdiagnozowano u Campbella (oraz kolejne jego nawroty), a także długa trasa koncertowa Def Leppard, w którym Campbell gra od 1992 roku. Później muzycy uznali, że w utworach, które tworzą, nie za bardzo jest miejsce na zbyt wiele partii klawiszy, więc zrezygnowano ze współpracy ze Schnellem. Jakby tego było mało jeszcze przed wydaniem gotowej już płyty, w przeddzień koncertu w ramach rejsu Hysteria on High Seas organizowanego przez Def Leppard, zmarł Jimmy Bain. Tak jakby wszystko sprzysięgło się, by ta płyta nigdy się nie ukazała…