King Buffalo byli wśród grup, które otwierały ten rok na blogu – ich tegoroczna EP-ka Repeater
przyczyniła się do udanego rozpoczęcia sezonu, ale nie spodziewałem się, że
jeszcze pod jego koniec wrócę do tego zespołu w tym miejscu. Tymczasem panowie
wydali swój drugi duży album i o ile przy debiucie oraz przy EP-ce mogłem mieć
jeszcze jakieś obawy, czy aby nie jest to chwilowy wystrzał, po którym za
moment nie będzie śladu, o tyle teraz jestem już przekonany, że King Buffalo
będą cieszyli nas swoją kapitalną muzyką przez długie lata.
