Kilkanaście miesięcy temu
członkowie szwedzkiej formacji Black Trip postanowili po nagraniu dwóch płyt
zrobić wszystkim numer i zmienić nazwę. Zdarza się. Przerabiałem to już (z
kapitalnym skutkiem) z formacją Black Bonzo / Gin Lady jak i (ze znacznie
gorszym) z zespołem The Socks / Sunder (i nie chodzi o samo brzmienie nazw, a o
jakość muzyki po zmianie nazwy). Skąd taka decyzja? Nie mam pojęcia. Może
okazało się, że jest już gdzieś inny zespół o tej nazwie (no, jest), robiący
Szwedom kłopoty, może „Black Trip” dawało zbyt wiele innych wyników w
wyszukiwarkach (mądry Szwed po szkodzie), a może po prostu nazwa przestała im
się podobać. (Zespół wyjaśnia, że po wcześniejszej zmianie perkusisty chcieli to traktować jako nowy start - nuda! Wolę któreś z moich wytłumaczeń.) W każdym razie jakiś czas po wydaniu płyty Shadowline, o której pisałem na blogu, formacja ogłosiła, że od
teraz nazywać się będzie VOJD. Co do samego składu, to sprawa jest dość
skomplikowana, bo informacje o tym, czy wszyscy członkowie Black Trip znaleźli
się w nowym zespole, są sprzeczne. Nie ma to jednak aż tak wielkiego znaczenia
(choć w sumie dla samych muzyków pewnie jednak ma…). Najważniejsze, że
nowy-stary zespół zadebiutował pod koniec lutego albumem The Outer Ocean. Muzycznie wiele się od czasów Black Trip nie
zmieniło.
