Adama Holzmana – nie da się ukryć
– znam głównie z tego, że jest klawiszowcem w grupie Stevena Wilsona. Smutna
prawda o mnie. Ale wiem też, że jest synem założyciela Elektry, Jaca Holzmana,
oraz że grywał z wielkimi – przede wszystkim z Milesem Davisem (lepiej się nie
da), Marcusem Millerem i całą masą zacnych jazzmanów. Nie jest więc ze mną aż
tak źle. Zarówno jazzowy życiorys, jak i gra w zespole Wilsona odbijają się
mocno na nowym solowym albumie Holzmana. To pierwsze – ze względu na muzykę. Bo
jakby na to nie patrzeć, Truth Decay
to płyta z mocno jazzowym klimatem, nawet jeśli zahacza tak o progresję, jak i
czasem nawet o funk. Element Wilsonowy to w mniejszym stopniu same dźwięki
(choć tu i tam daleko od takiego Ravena
nie odchodzą), ale przede wszystkim nazwiska, bo na płycie pojawia się niemal w
komplecie obecne koncertowe wcielenie grupy bosonogiego. Nie on jest tu jednak
głównym bohaterem, więc wróćmy do Holzmana.
