poniedziałek, 19 października 2015

Ugly Kid Joe - Uglier Than They Used ta Be [2015]

Jeśli twoją pierwszą reakcją na nazwę zespołu w tytule tego wpisu było „to oni jeszcze żyją?” lub „aaaa, to ci od Cats in the Cradle! To oni coś tam jeszcze mieli?”, to zapewne jesteś w większości. Niestety. Nie ma się specjalnie czym chwalić, ale i sam zespół jest temu po części winien. Ostatnia studyjna płyta grupy ukazała się w 1996 roku, zaś rok później panowie na 13 lat zwinęli interes i zajęli się innymi projektami. Wrócili pięć lat temu, nagrali EP-kę, ale na dłuższy materiał trzeba było sporo czekać. W międzyczasie przypomnieli o sobie fanom w Polsce, dając świetny koncert na Przystanku Woodstock, i nagle okazało się, że jednak to Cats in the Cradle czy Everything About You zna masa ludzi, także takich, których w 1992 roku, czyli w momencie wydania płyty America’s Least Wanted, z której pochodzą te przeboje, nie było jeszcze na świecie. Wspomniany album pokrył się podwójną platyną w Stanach i Australii, a kolejne single śmigały po antenie MTV (to taka telewizja muzyczna, zbieżność nazw i logotypów z popularnym obecnie telewizyjnym gównem dla bezmózgich kretynów czysto przypadkowa) ze sporą częstotliwością. Czy czwarty duży album Ugly Kid Joe zatytułowany Uglier Than They Used ta Be ma szansę nawiązać do sukcesów zespołu sprzed ponad 20 lat? Absolutnie żadnej. Nie dlatego, że jest słaby, bo nie jest. Po prostu taka muzyka obecnie z wyjątkiem może grupy Foo Fighters, nie ma szans na przebicie się w mainstreamowych mediach, które zapewniają sukces. To jednak nie znaczy, że nie należy na tę płytę zwrócić uwagi.

Nowy album został nagrany mniej więcej w tym samym składzie, który zarejestrował Motel California z 1996 roku. Mniej więcej, bo w zespole grają ci sami muzycy, co w ostatnich latach przed przerwą, ale na płycie pojawiają się także ich zastępcy koncertowi, bo wobec różnych zobowiązań (zwłaszcza perkusisty Shannona Larkina, który bębni także w Godsmack), koncertowy skład Ugly Kid Joe jest obecnie dość płynny. Nic więc dziwnego, że zespół brzmi zupełnie tak jak dwie dekady temu. Nie ma tu miejsca na żadne unowocześnianie brzmienia, nagrywanie pod obecne gusta słuchaczy rocka czy wręcz zmienianie stylu, żeby przymilić się młodzieży. Ugly Kid Joe dalej łoją aż miło tego swojego kalifornijskiego hard rocka, który przyniósł im na początku lat 90. tak wielką popularność. Nie da się ich pomylić z nikim innym od pierwszych dźwięków Hell Ain’t Hard to Find – nie tylko dzięki temu gęstemu, dynamicznemu gitarowemu graniu, ale także dzięki charakterystycznemu głosowi Whitfielda Crane’a, który mimo 47 lat na karku wciąż jest w znakomitej formie, tak fizycznej, jak i wokalnej. Takie dość proste, ale pełne energii, ciężkie i dość szybkie numery dominują na nowej płycie. Czasami w dodatku ten ciężar jest zmieszany z cechą bardzo cenną w tego typu graniu – łatwym wpadaniem w ucho. She’s Already Gone te 20 lat temu byłoby sporym przebojem, słychać tu zresztą, że choćby sławniejsi koledzy z Velvet Revolver też chyba trochę „brzydkiego Józia” lubili. Dużo mniej przebojowy, za to przyjemnie ciężki jest Under the Bottom. Agresywny wokal w refrenach, riff niczym spod paluchów Tony’ego Iommiego i wyciszenia od czasu do czasu, pozwalające odczuć te mocniejsze fragmenty jeszcze intensywniej – to ta mroczniejsza, zdecydowanie mniej beztroska i zabawowa twarz Ugly Kid Joe. Zresztą na tej płycie tej typowej dla ich wczesnych nagrań „wesołkowatości” jakby trochę mi brakuje, ale ten niedobór humoru muzycy wynagradzają klimatem.

Od czasu do czasu grupa przypomina też, że w numerach wolniejszych lub po prostu cichszych sprawdzała się przed laty równie udanie. Na takie po raz pierwszy przychodzi pora po kilkunastu minutach płyty. Mirror of a Man to pół-akustyczny, dość posępny numer. Coś jakby klimat Cats in the Cradle, tylko raczej bez komercyjnego potencjału tamtego numeru. Nothing Ever Changes to zdecydowanie najspokojniejsza i najoszczędniej zaaranżowana kompozycja na albumie. Prosty, melancholijny numer, którego pewnie niektórzy nie spodziewaliby się po wesołkach odpowiedzialnych za takie kawałki jak Everything About You czy Madman. Fantastycznie brzmi najdłuższy utwór na płycie The Enemy. Znowu pół-akustyczny, posępny klimat i spokojne tempo przez większość czasu, ale po zakończeniu i chwilowym wyciszeniu muzycy wracają z głośną, dużo bardziej dynamiczną końcówką tej kompozycji. Może niepotrzebnie, choć efekt zaskoczenia na pewno jest. Są też covery. Od nich panowie nigdy nie stronili, więc ich obecność na płycie nie jest wielką niespodzianką. Dobór jest zaskakujący jedynie częściowo. Papa Was a Rolling Stone to wybór dość osobliwy, ale wyszło czadowo. Natomiast nagrany z gościnnym udziałem gitarzysty Motörhead Phila Campbella megaklasyk tej kapeli – Ace of Spades – to stały punkt koncertów Ugly Kid Joe, więc zaskoczenia nie ma, również w aranżacji. Szybko, ciężko, bezczelnie – no a jak niby inaczej zagrać ten numer?

Gdy Ugly Kid Joe ogłosili, że chcą wydać nowy album i rozpoczynają w związku z tym zbiórkę funduszy, nie byłem przekonany, czy znajdą się jeszcze ludzie, którzy będą chcieli zainwestować w nowy materiał tej kapeli. Myliłem się – do dnia premiery zespół osiągnął 201% zamierzonego celu finansowego. To pokazuje, że na takie dźwięki wciąż jest zapotrzebowanie. Mam nadzieję, że panowie za jakiś czas ponownie zawitają do naszego kraju, bo Uglier Than They Used ta Be daje nadzieję na świetne występy na żywo, podczas których zespół nie będzie się musiał opierać jedynie na starych, świetnie znanych hitach. Wrócili w bardzo dobrym stylu. Świata do góry nogami nie wywrócą, ale absolutnie nie mają się czego wstydzić.


--
Zapraszam na współprowadzoną przeze mnie audycję Nie Dla Singli w każdą sobotę o 20
http://zak.lodz.pl - tu można nas słuchać
http://facebook.com/niedlasingli - a tu z nami porozmawiać w trakcie audycji
oraz na prowadzoną przeze mnie audycję Lepszy Punkt Słyszenia w radiu Rock Serwis FM w każdy piątek o 22 (powtórki w soboty o 14)
http://rockserwis.fm - tu można mnie słuchać
http://facebook.com/lepszypunktslyszenia - a tu porozmawiać ze mną w trakcie audycji

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza