Czy to się komuś podoba, czy nie,
Foo Fighters należy wymieniać wśród największych gwiazd rocka XXI wieku. Nie ma
chyba drugiego zespołu rockowego powstałego w ostatnim ćwierćwieczu, który
wypełniałby tak wielkie areny koncertowe i cieszył się tak wielką sympatią
dinozaurów rocka. Być może Foo Fighters nigdy nie byli znani z przesadnie
ambitnej odmiany muzyki rockowej, bo tu raczej zazwyczaj chodziło o czad i
dobrą zabawę, ale potrafili uczynić z tego swój atut. Jednak od kilku albumów
panowie wyraźnie próbują urozmaicić swoje brzmienie i w pewnym sensie także
zainteresować swoją muzyką słuchaczy nieco bardziej wymagających. Mnie
całkowicie kupili płytą Sonic Highways,
która spodobała mi się od początku do końca. Nie bez znaczenia było też to, że
towarzyszył jej kapitalny dokument w odcinkach, przedstawiający zarówno proces
twórczy, jak i historię sceny muzycznej miast, w których zespół nagrywał kolejne
kompozycje. Trzy lata, kilka spektakularnych koncertów z legendami w rolach
gości specjalnych, jedną EP-kę, kilka zapowiedzi krótkiej przerwy, jedno
zabawne wideo wyśmiewające plotki o rozpadzie zespołu oraz jedną złamaną nogę
później Foos wracają ze swoim dziewiątym albumem – Concrete and Gold. Oczywiście o premierze musiało być głośno. Czy
było to wiele hałasu o nic?