Reignwolf to ciekawe zjawisko na
scenie muzycznej. Projekt, który w zasadzie niczego jeszcze wielkiego nie
dokonał, nie dał jakichś poważniejszych podstaw do tego, żeby wyczekiwać
pierwszego oficjalnego wydawnictwa z niecierpliwością i ekscytacją, ale… no
cóż, tak w pewnym sensie właśnie było. Formacja była obecna w świadomości
słuchaczy już od ładnych kilku lat, zaliczyła trasę z Black Sabbath, wypuściła
parę singli, pojawiała się na YouTube przy okazji różnych sesji muzycznych dla
stacji radiowych, generalnie robiła wokół siebie sporo zamieszania, ale wciąż
nie miała na koncie dużej płyty. To się właśnie zmieniło, choć… no nie do
końca, bo krążek Hear Me Out trwa
poniżej 30 minut. Technicznie jest więc według amerykańskich zasad EP-ką, a
według brytyjskich pełnoprawnym albumem. I bądź tu mądry. To jednak tylko nie
do końca istotne kwestie techniczne. Grunt, że zespół w końcu coś wydał. Ale
chwila – czy to w ogóle jest zespół? Zaczyna boleć mnie głowa.
