Thomas Wynn and The Believers
to formacja z Florydy, której przewodzi – niespodzianka – Thomas Wynn.
Wokalistę i gitarzystę wspiera (wokalnie) jego siostra Olivia oraz grupa
muzyków, którzy niewątpliwie wiedzą, do czego ich instrumenty służą i
znakomicie dogadują się muzycznie. To słychać od pierwszych chwil z płytą Wade Waist Deep. Choć grupa istnieje od
niemal dekady, do tej pory – jeśli wierzyć wszechinternetom – wydała tylko
jeden album (nagranie typu live in studio), dwie EP-ki i płytę koncertową. Z
tego, co udało mi się dojrzeć w spisie utworów tych wcześniejszych wydawnictw,
niektóre kompozycje z Wade Waist Deep
powstały już ładnych kilka lat temu. Nic zatem dziwnego, że spora część tego
albumu faktycznie brzmi tak, jakby zespół miał te utwory opanowane przez lata
do perfekcji. Niestety, nie wszystko mi tu odpowiada
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą modern country. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą modern country. Pokaż wszystkie posty
piątek, 20 października 2017
poniedziałek, 24 kwietnia 2017
My Dynamite - Otherside [2017]
Kilka lat temu australijska
formacja My Dynamite rokowała spore nadzieje na dołączenie do Rival Sons czy
Saint Jude wśród liderów fali młodych rockowych zespołów, które wdzierały się
coraz śmielej „na salony”. Ale jeśli ma się ambicje zdobycia szerszej
popularności, to raczej czekanie pięć lat z wydaniem płyty numer dwa nie jest
najlepszym pomysłem. Powiedzmy sobie szczerze – większość osób zainteresowanych
w 2012 roku tą formacją dawno już o niej zapomniała. W międzyczasie pojawili
się inni, którzy zajęli miejsce niegdyś przyznawane, być może nieco zbyt
wcześnie, grupie z Melbourne. Ale wracają – pół dekady później i w składzie
poszerzonym o stałego klawiszowca. Czy przerwa wyszła im na dobre? Czy wciąż
można ich uznać za jeden z ciekawszych rockowych zespołów młodego pokolenia?
Kto zabił Kennedy’ego? Na dwa z tych trzech pytań postaram się odpowiedzieć
poniżej.
czwartek, 2 lutego 2017
Rust on the Rails - Talisman [2017]
Seattle kojarzy nam się dość
jednoznacznie w temacie muzycznym – ciężkie gitary, posępny klimat, mocny,
ekspresyjny wokal, gitarowy brud… Ale oczywiście zapewne w każdym miejscu na
świecie oprócz zespołów, które idealnie wpisują się w stereotyp dotyczący
lokalnej sceny muzycznej, są też formacje robiące coś zupełnie innego. Gdybym
nie wiedział, że debiutująca grupa Rust on the Rails jest ze stanu Waszyngton,
w życiu nie wytypowałbym właśnie tego miejsca. No cóż, pierwsza niespodzianka.
Niespodziewanie dobrze brzmi też sama płyta. Choć, jak wspomniałem, jest to
album debiutancki, muzycy tworzący tę formację absolutnie nowicjuszami nie są.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


