czwartek, 29 września 2016

The Chris Robinson Brotherhood - Anyway You Love, We Know How You Feel [2016]



Na szał na punkcie The Black Crowes jakoś nigdy się nie załapałem. Być może ten największy przypadł na czasy, gdy odkrywałem inne zespoły lub nie byłem specjalnie zainteresowany nowościami. Może te zachwyty jeszcze przede mną – w końcu to jeden z ważniejszych zespołów rockowych ostatniego ćwierćwiecza, więc prędzej czy później wypadałoby nadrobić zaległości i wejść głębiej w ten temat. Na razie jednak The Black Crowes muszą poczekać – i tak podobno znowu nie istnieją, więc nie ma co się spieszyć. Tymczasem obecny zespół wokalisty i gitarzysty tej formacji – Chrisa Robinsona – wydał w tym roku swoją czwartą płytę o przydługawym tytule – Anyway You Love, We Know How You Feel. Pierwsze, co rzuca się w uszy przy odsłuchu tego albumu, to niesamowity luz, z jakim gra ten skład. W zasadzie nietrudno wyobrazić sobie, że siedzi się właśnie w jakiejś zadymionej knajpie na południu Stanów, gdy nagle na scenę wchodzi paru długowłosych brodaczy w niemodnych koszulach i spodniach na szelkach. Czujecie ten klimat? To włączcie płytę, zamknijcie oczy i taką właśnie scenę sobie wyobraźcie.
 
Anyway You Love, We Know How You Feel to pod wieloma względami płyta bardzo tradycyjna. „Winylowy” czas trwania (jak wspaniale, że artyści masowo wracają do starych dobrych trzech kwadransów na swoich płytach), osiem kompozycji, miłe dla ucha prawdziwe brzmienie „żywych” instrumentów, dobre melodie. Z jednej strony jest to album, jakiego należałoby się spodziewać po obecnej grupie wokalisty The Black Crowes (w CRB gra też klawiszowiec The Black Crowes Adam MacDougall) – jest sporo brzmień blues-rockowych czy southern rockowych, ale to z pewnością nie jest muzyka jednowymiarowa, nastawiona tylko na tego typu klimaty. Już otwierające płytę Narcissus Soaking Wet zaskakuje lekko funkowym brzmieniem. Wyobraźcie sobie wspólny projekt grupy Jamiroquay i Steviego Wondera. Kolejnym zaskoczeniem było Ain’t It Hard But Fair. Konstrukcja dość tradycyjna, ale znowu trochę czarnej muzyki w warstwie rytmicznej i kapitalne dźwięki instrumentów klawiszowych w tle, które nadają temu numerowi dodatkowej lekkości i polotu. To w ogóle album, na którym klawisze odgrywają sporą rolę, często może nawet większą niż gitary. Numery takie jak Forever As the Moon (z którego tekstu pochodzi tytuł płyty) czy Leave My Guitar Alone to już typowa, wiedziona tradycyjnym brzmieniem gitar muzyka amerykańskiego południa. Może niezbyt odkrywcza, ale niezwykle dobrze zagrana i przede wszystkim bardzo przyjemna w odsłuchu. Po kilku żywych kawałkach z gęstymi gitarami miło słucha się bardzo spokojnego, delikatnego Some Gardens Green, które przynosi kilka minut wyciszenia oraz okazji do powolnego bujania się. To takie trochę ogniskowe granie, ale w bardzo przyjemnej formie. Spokojniej jest jeszcze w pierwszej części Oak Apple Day – luzackim numerze łączącym polot i lekkość kompozycji The Beatles z brzmieniami muzyki z amerykańskiego południa. Pod koniec numer przyjemnie się rozkręca, nie tracąc jednak nic ze swojego uroku. Zgodnie z przewidywaniami panowie nie szarżują też w zamykającym album California Hymn, które balansuje na granicy southern rocka i country.

Wobec podobno ostatecznego rozwiązania The Black Crowes (choć chyba nikt, włącznie z braćmi Robinsonami, nie wierzy, że nigdy się ponownie nie zejdą) fanom tej grupy pozostaje skierować swą uwagę na nowe projekty muzyków tej formacji. Chris Robinson Brotherhood jest oczywiście naturalnym kierunkiem dla takich osób. Mamy tu dwóch muzyków TBC, w tym oczywiście obdarzonego charakterystycznym głosem lidera CRB, mamy sporo elementów, za które fani kochali The Black Crowes, mamy też jednak trochę inne, może bardziej świeże i swobodne podejście do muzyki amerykańskiego południa. Anyway You Love, We Know How You Feel nie jest w żadnym razie płytą odkrywczą. To zbiór numerów opartych na melodiach, motywach i brzmieniach, które świat zna od dziesiątek lat, ale to także krążek, który bardzo łatwo polubić, bo to po prostu taka łatwa w odbiorze muzyka – natychmiast wpadająca w ucho, a jednocześnie zagrana z pomysłem, wyczuciem i na wielkim luzie.



--
Zapraszam na prowadzoną przeze mnie audycję Lepszy Punkt Słyszenia w radiu Rock Serwis FM w każdy piątek o 21 (powtórki w soboty o 13)
http://rockserwis.fm - tu można mnie słuchać
http://facebook.com/lepszypunktslyszenia - a tu porozmawiać ze mną w trakcie audycji
Zapraszam też na współprowadzoną przeze mnie audycję Nie Dla Singli w każdą sobotę o 20
http://zak.lodz.pl - tu można nas słuchać
http://facebook.com/niedlasingli - a tu z nami porozmawiać w trakcie audycji


2 komentarze:

  1. Obrzydliwie profesjonalna płyta. Począwszy od kompozycji poprzez aranże, wykonanie i na końcu realizację nagrań, tfu!
    Od pierwszego numeru słychać i widać najwyższą jakość prezentowaną bez wysiłku, jakby od niechcenia, tfu!
    Po czwartym numerze już zaczyna wkurzać - nie ma się do czego przyczepić - i zaczyna trochę robić się nudno.
    Po ósmym jednak wracam do początku i narzekania zaczynam od nowa, tfu!

    OdpowiedzUsuń