Zespół Naxatras jest mi znany
niemal od początków swojego istnienia. Trafiłem na nich jakoś niedługo po tym,
jak pojawiła się ich pierwsza płyta, a dwie kolejne opisywałem na blogu,
wielokrotnie pojawiali się także w moich audycjach. To niewątpliwie jedni z
liderów znakomitej sceny stoner-doom-psych w Grecji. Widać także, że trafiają
do coraz szerszego grona słuchaczy, bo przy okazji płyty poprzedniej
odnotowałem, ilu mają fanów na FB, a obecnie ta liczba jest niemal dwukrotnie
większa. Najważniejsze jednak, że rozwój widać także – a może przede wszystkim
– na kolejnych wydawnictwach. Przy okazji poprzednich płyt wyrażałem się o
twórczości grupy pozytywnie, ale jednocześnie zawsze zauważałem pewne
niedociągnięcia – czasami wynikały ze zbyt garażowej jak na mój gust produkcji,
innym znowu razem z chęci umieszczenia na płycie zbyt wielu minut muzyki. Mam
wrażenie, że te wady na czwartej płycie zatytułowanej niezbyt zaskakująco IV
udało się wyeliminować, w efekcie czego mamy do czynienia z najlepszym i prawdziwie przełomowym krążkiem w historii
grupy.



