Pokazywanie postów oznaczonych etykietą journey. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą journey. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Sons of Apollo - Psychotic Symphony [2017]



Sons of Apollo to kolejna świeża supergrupa. Nazwiska robią wrażenie, zresztą przecież po to zakłada się supergrupy. Bo przecież nie po to, żeby zaoferować fanom cokolwiek przełomowego. Toteż panowie Portnoy, Sherinian, Bumblefoot, Sheehan i Soto na żadne nowatorstwo na swoim pierwszym krążku – Psychotic Symphony – się nie silą. Oni już się w swoim zawodowym życiu „nanowatorzyli”, a teraz z przyjemnością mogą jechać na swoich starych patentach z Dream Theater czy Mr. Big i próbować sklecić z tego całość, która będzie się trzymała kupy. Od śledzenia listy zespołów, w których udzielali się członkowie Sons of Apollo, może się zakręcić w głowie. Od muzyki zawartej na ich wspólnej debiutanckiej płycie w głowie może i się nie zakręci, ale za to będzie można bez żenady tą głową pomachać, bo jest przy czym.

niedziela, 17 kwietnia 2016

Santana - IV [2016]



To niewątpliwie jeden z najbardziej wyczekiwanych albumów tego roku w świecie muzyki rockowej. Bo jak często zdarza się, że w studiu nagraniowym schodzi się niemal w komplecie legendarny skład jakiegoś zespołu, który ostatni raz nagrywał razem niemal 45 lat wcześniej? Aż do wydania w 1999 roku przebojowej płyty Supernatural ostatnim albumem Santany, który wszedł na szczyt list przebojów, była nagrana w 1971 roku płyta Santana III. Był to też ostatni krążek oryginalnego zespołu Santana, odpowiedzialnego za takie utwory jak Oye Como Va, Samba Pa Ti, Evil Ways, Soul Sacrifice czy przeróbkę Black Magic Woman. Z każdym kolejnym albumem liczba członków oryginalnego zespołu biorących udział w nagraniach malała, malała też z biegiem lat popularność Carlosa Santany, który stał się artystą kultowym – uwielbianym przez wierne grono fanów za dawne osiągnięcia, ale kompletnie nieobecnym w mediach i świadomości przeciętnego słuchacza. Zmieniła to dopiero wspomniana płyta Supernatural i kolejne krążki nagrane z gwiazdami muzyki pop, rock, country czy nawet hip hopu. Carlos stał się znów wielką gwiazdą, ale niekoniecznie szło to w parze z wartością muzyczną nowych płyt. Powiedzmy to sobie szczerze – te wydawnictwa były obliczone na sukces komercyjny, który zresztą osiągnęły. Prawdziwym artystycznym odrodzeniem gitarzysty jest ukazująca się właśnie płyta IV. Nieprzypadkowo nosi ona taki tytuł, to przecież bezpośrednia kontynuacja pierwszych trzech albumów z przełomu lat 60. i 70., nagranych niemal w tym samym składzie. Czy znajdziemy na niej ten sam klimat, muzyczną intensywność i kompozytorski geniusz? Znajdziemy. Czasami. Ok – dość często, ale nie zawsze.