Pokazywanie postów oznaczonych etykietą motorpsycho. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą motorpsycho. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 października 2022

Motorpsycho - Ancient Astronauts [2022]

Rok bez płyty Motorpsycho rokiem straconym? Na to wygląda. Zaledwie kilkanaście miesięcy temu cieszyliśmy się z kapitalnego albumu Kingdom of Oblivion, a od kilku tygodni możemy już słuchać kolejnej płyty norweskiego (a obecnie w zasadzie norwesko-szwedzkiego) tria. I to faktycznie tym razem tria. W ostatnich latach dość często tę szaloną ekipę wspomagał Reine Fiske, ale ponieważ album Ancient Astronauts powstawał w warunkach pandemicznych i lockdownowych, tym razem za zdecydowaną większość dźwięków odpowiadają właśnie trzej członkowie formacji, choć jak to często bywa w studiu w różnym charakterze pomagał im także Deathprod, który w początkach istnienia zespołu był przez pewien czas jego oficjalnym członkiem, a od tamtej pory pojawia się głównie jako producent albumów Motorpsycho.

wtorek, 4 maja 2021

Motorpsycho - Kingdom of Oblivion [2021]

Motorpsycho wydają nową płytę – no kto by się spodziewał? Ja nie wiem, czy oni życia nie mają? Ostatnio w zasadzie co rok, to świeży krążek. Ledwo ukazał się podwójny album The All Is One, a znowu mamy 70 minut muzyki od norweskiej (choć obecnie w zasadzie norwesko-szwedzkiej) formacji. Obok tria tworzącego zespół sporą rolę na płycie odgrywa także gitarzysta Reine Fiske (m.in. Dungen, Landberg, Paatos i wiele innych projektów), który współpracuje z Motorpsycho dość często czy to w studiu, czy na koncertach – jeśli akurat ma na to czas. To taki czwarty, nieoficjalny członek zespołu. Dobrych muzyków nigdy zbyt wielu, więc miło słyszeć go w kilku kompozycjach. A tak poza tym składniki takie jak zwykle – sporo gitar, mocarna sekcja rytmiczna, błogie dźwięki melotronu, od czasu do czasu inne instrumentalne ozdobniki, przyjemnie zrealizowane, typowe dla Motorpsycho wokale, które raczej tworzą kolejną dźwiękową warstwę, niż wybijają się przed instrumenty, oraz niezwykle ciekawa, klimatyczna okładka.

czwartek, 3 grudnia 2020

Motorpsycho - The All Is One [2020]


Niestrudzona norweska (a właściwie obecnie norwesko-szwedzka) formacja Motorpsycho absolutnie nie daje o sobie zapomnieć. W tym roku panowie domknęli nieoficjalną trylogię płyt, które łączy nie tylko podobne brzmienie, ale też okładki utrzymane w tym samym klimacie i stworzone przez tego samego artystę, Håkona Gullvåga. Ja zespół Motorpsycho poznałem zaledwie sześć lat temu, a jest to już piąty studyjny album formacji wydany od tamtego czasu. Może to przytłoczyć. Ale w sumie najważniejsza jest jakość muzyczna, a ta jest w przypadku tego zespołu w zasadzie gwarantowana.

wtorek, 12 marca 2019

Motorpsycho - The Crucible [2019]


Grupa Motorpsycho to jeden z tych zespołów, które ciągle ewoluują. Trudno znaleźć dwie płyty tej formacji, które byłyby do siebie jakoś bardzo podobne. Nic więc dziwnego, że na The Crucible nie zdecydowali się na powtórzenie formuły z The Tower i to mimo tego, że klimat okładki (ten sam autor) oraz ogólne brzmienie do poprzedniczki nawiązują. Słychać od razu, że to ten sam zespół, co na ostatniej płycie, tyle że tam mieliśmy około 80 minut muzyki podzielonej na dwie dość mocno poszatkowane na mniejsze fragmenty płyty, tymczasem tu mamy ledwie 40 minut dźwięków podzielonych na zaledwie trzy bardzo rozbudowane numery. Czyli niby brzmienie od The Tower specjalnie się nie zmieniło, ale już odbiór krążka i samo podejście do niego na pewno muszą być inne.

środa, 27 września 2017

Motorpsycho - The Tower [2017]



Siły twórcze w panach z Motorpsycho chyba są niewyczerpywalne. W ostatnich latach zespół ciągle prezentuje nowe nagrania, a w dodatku te nowe płyty z pewnością można zaliczyć do najbardziej udanych w długiej, bo już niemal trzydziestoletniej historii grupy. Tym razem trio z Trondheim wydało podwójny album zatytułowany The Tower, nagrany z nowym perkusistą, Szwedem Tomasem Järmyrem oraz z gościnnym udziałem gitarzysty i flecisty Alaina Johannesa, który pojawia się w czterech kompozycjach. Po tym zespole można spodziewać się wszystkiego. W ostatnich latach próbowali różnych odcieni muzyki rockowej – od prog rocka przez ciężką stonerową psychodelię i alternatywę po delikatny folk. I tym razem wszystkie te elementy odnajdziemy na kolejnym krążku formacji.

poniedziałek, 20 marca 2017

Spidergawd - IV [2017]



Na norweską ekipę Spidergawd trafiłem czas jakiś temu przez ich mocne wówczas powiązania z dużo lepiej mi znaną i bardziej doświadczoną formacją Motorpsycho. Jeszcze przy okazji poprzedniego albumu – III – Spidergawd miał w swoich szeregach dwie trzecie składu Motorpsycho. Minął rok i nagle personalnych punktów wspólnych nie ma żadnych, bo basista Bent Sæther postanowił skupić się tylko na swojej macierzystej formacji i ze Spidergawd odszedł, a mniej więcej w tym samym czasie Motorpsycho opuścił zwariowany pałker Kenneth Kapstad, który obecnie może się z kolei poświęcić w całości grupie, która jest bohaterem tego rozpoczynającego się mocno zawile tekstu. Tym, którzy się pogubili, proponuję przeczytanie tego wstępu ponownie, resztę zaś zapraszam do kolejnych akapitów, w których będę się wymądrzał na temat muzycznej zawartości wydanego niedawno czwartego krążka Spidergawd, zatytułowanego… IV.

środa, 27 kwietnia 2016

Motorpsycho - Warszawa [Progresja Music Zone], 25 IV 2016 [galeria zdjęć]



Smutno trochę, że mimo licznych namów w wielu stacjach radiowych, na warszawski koncert Motorpsycho pofatygowało się tak mało osób. Pewnych rzeczy nie jestem w stanie zrozumieć i nawet już chyba nie będę próbował. Na szczęście ci, którzy jednak zjawili się w Progresji, zadbali o to, by wrażenia Norwegów z drugiej wizyty w Polsce były pozytywne. O odpowiednie wrażenia widzów zadbał też sam zespół, dając kapitalny, niemal dwuipółgodzinny koncert, choć niestety akustyk grupy chyba lekko przedobrzył z tą chęcią zapewnienia wrażeń, przez co część fanów wychodziła z klubu z solidnym dzwonieniem w uszach. To jednak drobiazg – zawsze można było stanąć nieco dalej, wszak miejsca na sali nie brakowało, więc komu naprawdę hałas przeszkadzał, ten miał proste wyjście z sytuacji. Norwegowie zaprezentowali w całości swoją fantastyczną tegoroczną płytę Here Be Monsters – znakomicie przyjętą w naszym kraju w kręgach fanów szeroko pojętej rockowej „muzyki niełatwej”. Większość słuchaczy czekała na kompozycję Big Black Dog i trzeba przyznać, że był to moment kulminacyjny koncertu, choć drugim był też niewątpliwie utwór Here Be Monsters – pochodzący, jak nietrudno zgadnąć, z sesji do ostatniej płyty, lecz nieznajdujący się na niej. Oprócz nowych kompozycji dominowały numery z ostatnich kilku albumów, choć na bis panowie cofnęli się aż do roku 1993 i swojego drugiego studyjnego wydawnictwa Demon Box.

Występ Motorpsycho był niezwykłym doznaniem, podróżą po muzycznych skrajnościach. Raz bardzo delikatnie, innym razem hipnotycznie, psychodelicznie, czasami klasycznie hardrockowo, a potem z kolei w klimatach prawie metalowych – czasami różne z tych muzycznych odcieni przeplatały się w obrębie jednego utworu. To niesamowite, ile jest w stanie wydobyć z siebie na scenie tylko trzech gości. Fakt – solidnie uzbrojonych. Każdy z muzyków obok swojego „stałego” instrumentu – gitary, basu czy perkusji – dysponował także instrumentami klawiszowymi, co dawało grupie nietypowe jak na trio możliwości brzmieniowe.

To był inny koncert niż zeszłoroczny występ na Ino Rock Festival – nie tylko przez oczywiste różnice repertuarowe. Tam grupa miała do dyspozycji ledwie kilkadziesiąt minut w pełnym słońcu, w dodatku nie wszystko na scenie działało jak należy, ale mimo to zespół zrobił na słuchaczach piorunujące wrażenie, co przełożyło się na zainteresowanie nim (i kompletnie nie przełożyło się na koncertową frekwencję). Tym razem był niesamowity klimat i nieskrępowane ograniczeniami czasowymi muzyczne odjazdy. Niektórzy pod sceną machali czym się dało, inni odstawiali samotne tańce w różnych miejscach sali, jeszcze inni obserwowali wszystko z tyłu lub nawet na siedząco – każdy wczuwał się w te dźwięki na swój sposób, ale chyba wszyscy wyszli z klubu z podobnymi wrażeniami (choć dla niektórych wspomniane natężenie dźwięku było przeszkodą nie do przeskoczenia jeśli chodzi o odbiór występu). Pozostaje mieć nadzieję, że mimo wszystko ktoś jeszcze kiedyś będzie chciał ściągnąć ich do nas. I że oni sami będą chętni na kolejny przyjazd.

Koncert organizował Rock Serwis.



niedziela, 28 lutego 2016

Spidergawd - III [2016]



Zespół Motorpsycho wydał zaledwie kilkanaście dni temu fantastyczny album Here Be Monsters, ale wspominałem wtedy, że panowie z tria są dość zapracowani, bo oprócz częstych premier nowego materiału pod szyldem Motorpsycho, grają i wydają nowe dźwięki także z innymi zespołami. Sekcja rytmiczna tej formacji udziela się także w grupie Spidergawd, która kilka tygodni temu zaprezentowała światu swoje najnowsze, trzecie już dzieło – płytę III. Można by pomyśleć, że skoro personalnie tak wiele łączy obie grupy, to i muzyka zaprezentowana na obu nowych płytach będzie do siebie podobna. A tu niespodzianka – podczas gdy Motorpsycho nagrali krążek zaskakująco spokojny jak na ten zespół, Spidergawd wypuścili płytę, która pewnie dużo prędzej mogłaby być wzięta za nowe wydawnictwo Motorpsycho, bo III to niecałe 37 minut znakomitego hardrockowo-stonerowego wysokoenergetycznego łojenia.

wtorek, 23 lutego 2016

Motorpsycho - Here Be Monsters [2016]



Norwegowie z Motorpsycho mają zdrowie. Nie dość, że udzielają się w różnych innych projektach muzycznych (o czym niedługo), to jeszcze pod szyldem tej formacji ciągle wydają nowe albumy w tempie niemal ekspresowym. Samo to jeszcze może nie byłoby aż tak dziwne, ale oni w dodatku potrafią sprawić, że tych płyt dobrze się słucha i ciągle można na nich odnaleźć coś świeżego, a to już nie jest takie oczywiste. Ukazująca się właśnie kolejna płyta grupy czarującej słuchaczy od ponad ćwierć wieku swoim pomysłem na progresywną psychodelię, to spore zaskoczenie, lecz tylko w sferze muzycznego klimatu, bo to, że krążek jest świetny, żadnym zaskoczeniem być nie może.

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Ino-Rock Festival 2015 - Inowrocław, 29 VIII 2015 [galeria zdjęć]


Zakończenie wakacji to dla polskich fanów rocka progresywnego obowiązkowa wycieczka do Inowrocławia na Ino-Rock Festival. Impreza jest nazywana przez jej organizatora – Piotra Kosińskiego – najsympatyczniejszym festiwalem na świecie i faktycznie jest w tym określeniu dużo prawdy. Dookoła niemal sami znajomi, atmosfera prawie piknikowa, a na scenie letniego amfiteatru zespoły, które w swojej twórczości wybiegają daleko poza to, co oferują słuchaczom muzyczne media mainstreamowe. W tym roku festiwal otwierały dwie polskie kapele ze stajni Lynx Music: młodzież – State Urge – oraz już w zasadzie weterani – Millenium. Pierwsi umiejętnie łączą ciężar z dobrymi melodiami i długimi dźwiękowymi odjazdami, drudzy mają liczne grono fanów wśród słuchaczy neo-proga. Pierwszą grupą z zagranicy było power trio z Norwegii, Motorpsycho, którego ostatnią płytę opisywałem w zeszły mroku. Tu było wszystko – i świetne hardrockowe riffy, i długie psychodeliczne improwizacje, i przede wszystkim masa energii płynąca ze sceny. Fani dużo spokojniejszych dźwięków czekali na pewno na koncert Anglika Tima Bownessa znanego u nas zarówno z twórczości solowej, jak i ze współpracy ze Stevenem Wilsonem pod szyldem No-Man. W zestawie utworów zaprezentowanych w Inowrocławiu znalazły się głównie kompozycje solowe, ale i numerów No-Man nie zabrakło. Wśród muzyków towarzyszących Bownessowi był inny dobry znajomy wspomnianego Stevena Wilsona, Colin Edwin – basista wciąż doskonale pamiętanego i kochanego w naszym kraju Porcupine Tree.

poniedziałek, 17 listopada 2014

Motorpsycho - Behind the Sun [2014]


Większość skandynawskich zespołów, które w ostatnich latach przyciągnęły moją uwagę, to grupy relatywnie młode, mające na koncie często dwie lub trzy płyty. Jest jednak kilka wyjątków. Jednym z nich jest norweski zespół Motorpsycho, który – ku mojemu zaskoczeniu – istnieje już ćwierć wieku i zdołał wydać w tym czasie szesnaście płyt studyjnych, kilka albumów koncertowych oraz w sumie kilkadziesiąt EPek i singli. Jakim cudem umykali tak długo mojej uwadze? Nie mam pojęcia, ale to tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że skandynawski rynek rockowy nie został przeze mnie spenetrowany nawet w dziesięciu procentach, a pozytywnych zaskoczeń nowymi dla mnie grupami z tego regionu wystarczy mi na całe obecne życie i jeszcze pewnie spory kawał kolejnego. A co najważniejsze, na tegorocznej płycie zatytułowanej Behind the Sun, muzycy brzmią świeżo i z polotem – niczym rozpoczynający dopiero karierę młody zespół pełen entuzjazmu, energii i pomysłów.

Na Behind the Sun w uszy najbardziej rzuca się muzyczna różnorodność. Motorpsycho nie zamyka się na żaden pokrewny muzyce rockowej gatunek. W trakcie godzinnego odsłuchu płyty trafimy i na heavy blues rock ze stonerowym zacięciem (On a Plate), i na porywające połączenie progrockowych szaleństw i psychodelicznych, improwizowanych odlotów (Kvæstor incl. Where Greyhounds Dare – genialny tytuł, będący nawiązaniem do Maidenowego Where Eagles Dare, podobnie jak i kilka fragmentów tej kompozycji), a także na przejmujące, przenikliwe smuty rodem z twórczości pewnego znanego islandzkiego zespołu. Zanim jednak usłyszymy tego typu brzmienia, grupa proponuje intrygującą mieszankę melodyjnego prog rocka w stylu Yes lub wczesnego Genesis i brzmień pop-rockowych z późnych lat 60. w otwierającym płytę utworze Cloudwalker (A Darker Blue). Jest lekkość, są melodie i sprawnie zrobione wielogłosy, jest polot i dynamika. Bardzo floydowo (w stylu akustycznych numerów z okolic płyty Meddle) robi się na początku Hell – kompozycji, której pierwsze trzy części znalazły się na poprzednim krążku grupy – Still Life Within Eggplant. Na Behind the Sun słyszymy części od czwartej do szóstej, a następnie, na zakończenie albumu, część siódmą. W sumie daje nam to równe 20 minut znakomitej muzyki w klimatach melodyjnego prog rocka. W trakcie pierwszej z dwóch ścieżek, na które podzielono tu Hell, znajdziemy i brzmienia akustyczne, i intrygujące tło klawiszowe dominujące w spokojniejszej, niezwykle delikatnej części kompozycji, i świetny, wkręcający słuchacza, nieco orientalny klimat. Dużo spokojniej i bardzo przyjemnie jest w numerze Entropy. Trochę tu ze starszego Genesis czy z solowych dokonań Petera Gabriela. Dominują wysokie, wielościeżkowe wokale, gęsty aranż, nieco melancholijny klimat i wpadająca w ucho melodia. Dla odmiany The Magic & the Wonder (A Love Theme) to dynamiczny, choć chwilami nieco chaotyczny numer ze świetnie brzmiącą, przybrudzoną gitarą. Jeszcze ciężej robi się we wspomnianej już siódmej części Hell, która kończy album. Muzycy atakują jazgotliwą mieszanką rockowej psychodelii i stonerowego brudu, z domieszką nieco histerycznych wielogłosów. Wszystko to razem tworzy mocno klaustrofobiczny, zwariowany klimat, który w środku płyty byłby pewnie ciężkostrawny, ale na sam koniec tego zróżnicowanego muzycznie albumu pasuje całkiem nieźle. Jest też na tym krążku trochę indie rocka. Do dziś nie wiem, o co w tym chodzi, ale zauważyłem pewną zależność – zazwyczaj tym mianem określa się pseudorockowe nudy bez odrobiny jaj. Niestety i taki fragment trafia się na Behind the Sun, ale na szczęście jest tak zauważalny, jak obecność Mniejszości Niemieckiej w parlamencie RP.

Różnorodność stylistyczna to chyba największa zaleta nie tylko tego krążka, ale także całej twórczości Motorpsycho. Z drugiej strony – pewnie niektórzy odczytają to jako brak własnego stylu i jasno obranego kierunku, a skakanie po gatunkach będzie dla nich przeszkodą nie do przejścia przy próbach polubienia muzyki tej grupy. Mnie to jednak nie przeszkadza. Panowie próbują różnych brzmień, z niemal każdej próby wychodzą obronną ręką, całość brzmi świeżo, dynamicznie, intrygująco i przede wszystkim – tak po prostu – świetnie się tego słucha. Warto też wspomnieć o pewnej ciekawostce związanej z winylowym wydaniem Behind the Sun. Na początku czarnego krążka znajdziemy dwa utwory instrumentalne, których próżno szukać w wersji CD, ale obie kompozycje zostały wytłoczone na tym samym obszarze płyty, zatem ustawiając igłę na początek strony A, nie wiemy, który numer usłyszymy. Czego to ludzie nie wymyślą…

---
Zapraszam na współprowadzoną przeze mnie audycję Nie Dla Singli w każdą sobotę o 20
http://zak.lodz.pl - tu można nas słuchać
http://facebook.com/niedlasingli - a tu z nami porozmawiać w trakcie audycji