Pokazywanie postów oznaczonych etykietą j.d. simo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą j.d. simo. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 marca 2019

J.D. Simo - Off at 11 [2019]


Po kilku świetnych płytach wydanych pod szyldem Simo, wokalista i gitarzysta tej formacji – J.D. Simo – postanowił wypuścić album solowy. Może to wyglądać nieco dziwnie, wszak zespół też przecież firmował własnym nazwiskiem, ale może tym razem, po rozwiązaniu tria, potrzebował podkreślić jeszcze bardziej, że te kompozycje to jego osobiste dzieło? Choć w sumie autorstwo poszczególnych numerów tej tezy nie potwierdza. Przyznam, że nie do końca wiem, o co w tym wszystkim chodzi. Grunt, że muzyczny klimat w zasadzie się nie zmienił, nie zmieniła się też stale wysoka jakość kompozycji i ich wykonania, a to w tym wszystkim najważniejsze. Nagrany w nowym, własnym studiu w Nashville album Off at 11 to zatem oficjalnie pierwszy prawdziwie solowy studyjny krążek amerykańskiego muzyka.

niedziela, 1 października 2017

Simo - Rise & Shine [2017]



J.D. Simo i jego trio przypomina o sobie półtora roku po premierze poprzedniego krążka, Let Love Show the Way. Na tym poprzednim albumie panowie łoili blues-rocka z domieszką psychodelii aż miło, czerpiąc pełnymi garściami z dorobku takich artystów jak Cream, The Jimi Hendrix Experience czy The Allman Brothers Band. Zwracałem jednak uwagą przy okazji tamtego krążka, że sporo też w muzyce tria elementów znanych choćby z wczesnych płyt Lenny’ego Kravitza. I te nawiązania są dużo wyraźniejsze na najnowszej płycie formacji – Rise & Shine. Posunę się nawet do stwierdzenia, że fani Kravitza czy choćby też Prince’a powinni obowiązkowo sięgnąć po ten album, bo jestem przekonany, że im się ta płyta spodoba.

środa, 3 lutego 2016

Simo - Let Love Show the Way [2016]



Niejaki J.D. Simo i dowodzone przez niego trio nazwane po prostu SIMO to dla mnie zupełna nowość. Według informacji, które można znaleźć w Internecie, gość jest młodszy ode mnie, pochodzi z Chicago i lubi grać na wiekowych modelach gibsonów i fenderów (jeden z gibsonów, na którym Simo gra na tym albumie należał do Duane’a Allmana i to na nim Allman nagrał w studiu nieśmiertelny riff utworu Layla). Drugi Bonamassa? I tak, i nie. Owszem, zamiłowanie do leciwych modeli sześciostrunowców oraz miłość do amerykańskiego bluesa a także młody wiek niewątpliwie łączą obu panów (choć w sumie Bonamassa to już znowu nie taki młokos), ale muzycznie obaj gitarzyści stoją jednak w dość bezpiecznej odległości od siebie, mimo że darzą się olbrzymią sympatią i grywali już ze sobą wielokrotnie. J.D. Simo i jego trio wydali właśnie swój drugi album Let Love Show the Way. Co zaskakujące, od pojawienia się debiutanckiej płyty minęły ponad cztery lata, co jest dość niecodzienne jak na startujący dopiero zespół. Ale jeśli panowie Simo (gitary, wokale), Elad Shapiro (bas) i Adam Abrashoff (perkusja) potrzebowali tyle czasu, by nagrać coś, z czego byliby zadowoleni, to nie ma co narzekać na tak długą przerwę, tylko cieszyć się, że przygotowali się do wydania drugiego krążka jak trzeba. Bo przygotowali się! Let Love Show the Way to pozycja obowiązkowa dla fanów amerykańskiego gitarowego grania.