środa, 14 listopada 2018

Michael Schenker Fest - Łódź [Wytwórnia], 13 XI 2018 [relacja / galeria zdjęć]

Przyznam, że Michael Schenker nigdy nie należał do moich absolutnie ulubionych muzyków. Owszem - bardzo lubię pierwszą płytę Scorpions, chyba jeszcze bardziej klasyczne albumy UFO właśnie z Schenkerem w składzie, ale już jego twórczość pod szyldem MSG (oraz kolejnymi wariacjami tej nazwy) nigdy mnie nie porywała. Uwielbiam pojedyncze rzeczy, natomiast niekoniecznie potrafię zachwycać się całością. Ale jednak koncert, na który gitarzysta ściąga aż czterech wokalistów, z którymi współpracował w trakcie swojej solowej kariery, musi być godny uwagi. Wspomnianych czterech muszkieterów to Doogie White, Graham Bonnet (obaj niegdyś w Rainbow), Gary Barden i Robin McAuley.


Już samo to, że ta czwórka śpiewa znowu u Schenkera, jest w niektórych przypadkach cudem, bo rozstania wokalistów z temperamentnym gitarzystą nie zawsze były przyjemne (wystarczy wspomnieć, że swego czasu Bonnet wyleciał z zespołu po... pierwszym koncercie trasy). Wydaje się jednak, że panowie, którzy osiągnęli już wiek emerytalny lub mocno się do niego zbliżają, dogadują się obecnie całkiem nieźle. Było to widać w ich zachowaniu na scenie, przekonacie się także o tym - mam nadzieję - oglądając zamieszczone poniżej zdjęcia. Skład uzupełnia trio, które z Schenkerem grywało już w latach 80.: perkusista Ted McKenna, klawiszowiec i gitarzysta Steve Mann oraz basista Chris Glen, który w trakcie całego koncertu nie przepuścił żadnej okazji, żeby powygłupiać się przed obiektywami aparatów.

Przyznam, że początek koncertu wprawił mnie w lekką konsternację. Dynamiczne intro powoli dobiega końca, na scenę wkracza Schenker i... zaczyna mówić. Nie że jakiś dynamiczny numer na rozruszanie publiczności, tylko gadka o tym, jak to 40 lat temu pomógł Scorpionsom podbić Amerykę. Absolutnie najgorszy pomysł na początek występu ze wszystkich koncertów, na jakich kiedykolwiek byłem. A potem jeszcze krótka, urwana nagle wersja Holiday i... znowu gadka. Zacząłem się poważnie obawiać, że tak będzie wyglądał cały koncert. Na szczęście nie. Jak już w końcu ruszyli na dobre, to poszło gładko. Panowie wokaliści pojawiali się i znikali cały czas - każdy z nich otrzymał swój własny mini-set w trakcie koncertu, ale reszta często wskakiwała na scenę, żeby wspomagać głównego śpiewaka w chórkach. W formie są powiedzmy różnej, ale żaden nie schodzi poniżej solidnego poziomu. Rzecz jasna każdy z panów śpiewał przede wszystkim numery, które nagrywał z Schenkerem na płytach MSG i Michael Schenker's Temple of Rock, ale pomiędzy tymi kawałkami znalazło się także miejsce na kilka największych klasyków UFO, na które mam wrażenie czekało chyba najwięcej osób. I mimo że przez te zmiany i czekanie "wspomagaczy" w tle głównego wokalisty całość momentami wyglądała jak skrzyżowanie akademii szkolnej z planem teledysku do charytatywnego singla pokroju We Are the World czy Pokonamy falę, to jednak jakość muzyczna zdecydowanie trzymała poziom. I jeśli mi czegoś zabrakło, to może trochę większego urozmaicenia w klimacie koncertu. Panowie postawili na konkretną rockową rozpierduchę, w której nie zostawili zbyt wiele miejsca na spokojniejsze numery. Ale wszelkie niedoskonałości nadrabiała obecność w setliście takich klasyków jak Only You Can Rock Me, Rock Bottom, Doctor Doctor czy wykonanego na sam koniec Lights Out.


















































































Wszystkie zdjęcia są mojego autorstwa i mam do nich wyłączne prawa. Linkowanie do tej podstrony mile widziane. Daj znać, jeśli chcesz je jakkolwiek wykorzystać. / All photos were taken by me and I own all rights to those photos. Feel free to link to this page. Write to me if you want to use them for any purpose.



--
Zapraszam na prowadzone przeze mnie audycje Lepszy Punkt Słyszenia oraz Purple FM w radiu Rock Serwis FM w każdy piątek o 21 i sobotę o 19
http://rockserwis.fm
http://facebook.com/lepszypunktslyszenia - profil audycji
http://facebook.com/groups/rockserwisfm - tu można porozmawiać ze mną oraz z innymi słuchaczami w trakcie audycji

7 komentarzy:

  1. Jak na 63 lata Michael prezentuje się dość młodo, chyba że pod czapeczką znajduje się łysinka. W porównaniu z pozostałymi muzykami i wokalistami wygląda jak pełen energii dzieciak ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. trudno powiedzieć, co ma pod czapeczką, bo nigdy jej nie zdejmuje, nawet w trakcie wywiadów :D więc opcja z łysiną jest mocno prawdopodobna :D

      Usuń
  2. Byłem, widziałem, szkoda że sala nie była wypełniona w całości. Moim zdaniem najsłabiej wypadł Gary Barden.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, Bardenowi niewątpliwie najbardziej brakowało mocy. ale i tak tragedii nie było :)

      Usuń
  3. Nowy Red Bowling Ball: pierwszy numer - a jakże, tytuł Overture...
    I jest dla mnie najwartościowszym na płycie. Powiadają, że druga płyta weryfikuje, jeśli tak to zweryfikowała ich poważnie. Z inwencją nie najlepiej, z wokalem coraz straszniej, tylko brzmienie pozostało :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety Barden, a zwłaszcza Bonnet to już emeryty. Pozostały marne resztki głosów maskowane sceniczną rutyną. Schenker trzeźwy jak świnia i w znakomitej formie. I wszystko rekompensujący bezbłędny Robin McAuley. Swoją drogą, szkoda, że z płyt McAuley Schenker Group tylko jeden numer zaśpiewał. A wykonanie hiciorów UFO - znakomite. Dobrze, że im się jeszcze chce i nie jest to do końca odcinanie kuponów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bonnet według mnie trochę za bardzo szarżował. wiadomo, że wiek robi swoje i głos już nie ten, ale gdyby tak nie szarżował, tylko śpiewał na tyle, na ile obecnie może, to i tak brzmiałoby to dobrze. ale ponieważ wydaje mu się, że może tyle, co 35 czy 40 lat temu, to niestety przesadza

      Usuń