Umówmy się, że jazz nie jest
gatunkiem, na którym się znam. Mogę bez końca pisać o hard rocku, psychodelii,
nawet o stonerze, ale w świecie jazzu nie czuję się pewnie. Nie jestem w stanie
określić, co i dlaczego mi się podoba. Po prostu – podoba się albo nie. Są
takie płyty okołojazzowe, które zupełnie do mnie nie trafiają, mimo kunsztu
muzyków, są też takie, które doceniam za brzmienie, ale nie czuję większej
potrzeby, żeby je mieć i wracać do nich zbyt często. Od czasu do czasu trafia
się jednak wydawnictwo, które oczarowuje mnie od pierwszego odsłuchu i
przekonuje mnie, że może jednak nie jestem przypadkiem całkowicie
beznadziejnym, jeśli chodzi o takie właśnie muzyczne klimaty. Tak jest z płytą Magic
Spirit Quartet.
wtorek, 14 kwietnia 2020
piątek, 10 kwietnia 2020
King Buffalo - Dead Star [2020]
Dziwny podział stosują muzycy King Buffalo. Granica między
EP-kami a płytami długogrającymi w przypadku ich dyskografii jest nie tyle
cienka, ile niezwykle zawiła, pokręcona i trudna do ogarnięcia. Oficjalnie
zatem ich nowe wydawnictwo – Dead Star – to piątka EP-ka w dorobku
formacji (a może czwarta, jeśli nie liczyć dema lub splitu z nieistniejącym już
niestety szwedzkim Le Bétre?), który uzupełniają też dwie duże płyty. Ale co to
za EP-ka, skoro nawet bez dodatkowego utworu – okrojonej mocno wersji najdłuższej
kompozycji z krążka – wydawnictwo trwa ponad 35 minut? To jednak w zasadzie
niezbyt istotne szczegóły. Najważniejsze, że te 35 minut to po raz kolejny
kapitalna muzyka od kwartetu ze stanu Nowy Jork.
środa, 1 kwietnia 2020
Siena Root - The Secret of Our Time [2020]
Siena Root to jeden z moich
ulubionych zespołów. Nie ostatnich lat, nie XXI wieku. Po prostu – jeden z
moich ulubionych zespołów. To od nich jakąś dekadę temu zaczęło się moje
poszukiwanie grup, które obecnie grają w stylu lat 60. czy 70., a wtedy wcale nie
było ich aż tak dużo. To oni pokazali mi, że warto przyjrzeć się bliżej
skandynawskiej scenie rockowej. To wreszcie oni byli pierwszym (i niestety
tylko jednym z dwóch) zespołem, którego koncert współorganizowałem. Są ich
płyty, które uwielbiam, są takie, które po prostu lubię. Jestem raczej
zwolennikiem brzmienia z takich albumów jak Different Realities czy Kaleidoscope,
czyli mocno opartego na sitarze, długich improwizacjach w klimacie rasowych jam
bandów, ale nie ma w ich dyskografii płyty, której bym nie lubił, mimo wyraźnej
zmiany kierunku w ostatnich latach i powrotu do bardziej tradycyjnych rockowych
i blues-rockowych form znanych choćby z pierwszej płyty. The Secret of Our
Time również absolutnie mnie nie zawiodła, a momentami nawet przyjemnie
zaskoczyła.
niedziela, 29 marca 2020
The Weight - In Control [2020]
The Weight to jedna z moich ulubionych młodych formacji na
europejskiej scenie retro rocka. Austriacki kwartet powalił mnie swoim
pierwszym albumem z 2017 roku, zresztą bardzo dobrze rokował już na wydanej w
2014 roku EP-ce. Nowy album, In Control, jest potwierdzeniem tego, że
warto zwrócić na nich uwagę. Choć nie wszystkie z udostępnionych w ostatnich
kilkunastu miesiącach nowych nagrań mnie zachwyciły, okazało się, że o całą
płytę absolutnie nie trzeba się było bać.
poniedziałek, 23 marca 2020
CB3 - Aeons [2020]
CB3 to formacja
z Malmö, która działa od siedmiu
lat. Mają już na koncie kilka wydawnictw studyjnych i koncertowych. Początkowo
występowali jako Charlottas Burning’ Trio, jednak po premierze pierwszej płyty
nazwa uległa skróceniu. Zespół tworzą gitarzystą Charlotta Andersson, basista
Pelle Lindsjö i perkusista Natanael Salomonsson. Ich nowy album – Aeons –
ukazał się pod koniec lutego. Płyta zawiera pięć instrumentalnych numerów w
klimatach ciężkiej psychodelii.
poniedziałek, 16 marca 2020
Giöbia - Plasmatic Idol [2020]
Z zespołem Giöbia i mną jest tak,
że niby od jakiegoś czasu miałem świadomość istnienia takiej formacji i nawet
zaliczyłem epizodyczny kontakt z jej twórczością, ale kłamałbym, gdybym
napisał, że włączając ich nową płytę, wiedziałem, czego dokładnie mogę się spodziewać.
Zetknąłem się z nimi w 2017 roku, gdy grali na Red Smoke Festival. Jak zwykle
przed wyjazdem do Pleszewa odsłuchiwałem przynajmniej po dwa-trzy numery
wszystkich zespołów, żeby zorientować się, czy dana formacja jest „do
zaliczenia”, czy raczej mogę w czasie jej koncertu iść na obiad/do
aquaparku/pogadać ze znajomymi/odwiedzić żubry w zagrodzie kilkanaście
kilometrów dalej. Wyszło mi chyba, że warto ich zobaczyć, bo mój spis
koncertowy podpowiada mi, że widziałem występ tej włoskiej formacji, ale nie
będę ściemniał – kompletnie nie pamiętam, czy mi się podobał. Nic to jednak –
przenosimy się do roku 2020 i dostaję informację, że mediolańska ekipa wydaje
swój piąty już (choć pierwszy od 2015 roku) album. Ponieważ nie znam
poprzednich i nie pamiętam tego, co odsłuchiwałem te trzy lata temu, jest to
dla mnie nieskazitelnie czysta kartka.
poniedziałek, 2 marca 2020
Toundra - Das Cabinet des Dr. Caligari [2020]
Nie wyobrażam sobie, by
jakakolwiek osoba na poważnie interesująca się kinem i jego historią nie znała
filmu Gabinet doktora Caligari. Ten
klasyk niemieckiego ekspresjonizmu powstał dokładnie sto lat temu – jego premiera
odbyła się pod koniec lutego 1920 roku. Historia szalonego hipnotyzera, który
wykorzystuje somnambulika do dokonywania potwornych zbrodni, to jeden z
najsławniejszych przedwojennych filmów. A przedwojenne filmy są bardzo
wdzięcznym tematem dla współczesnych muzyków. Oczywiście już wiele lat temu
odbywały się pokazy z udziałem orkiestr, które grały na żywo muzykę
towarzyszącą filmowi. Ta moda wraca w ostatnich latach, czemu z pewnością
sprzyjają między innymi właśnie przypadające co chwilę setne rocznice premier
kolejnych wielkich dzieł wczesnej ery kina. Kilka lat temu na naszym własnym
muzycznym podwórku mogliśmy oglądać pokazy filmu Metropolis z muzyką graną na żywo przez polskich artystów. Tym
razem na nagranie na płycie muzyki inspirowanej filmem zdecydowali się
członkowie hiszpańskiej formacji Toundra, którzy wydali właśnie album Das Cabinet des Dr. Caligari.
piątek, 28 lutego 2020
Wishbone Ash - Coat of Arms [2020]
W październiku 2019 roku zespół
Wishbone Ash skończył 50 lat. Pod koniec bieżącego roku minie pół wieku od
premiery pierwszej płyty tej formacji. Robi wrażenie? Musi! Być może kwartet
ten nigdy nie wszedł do rockowej ekstraklasy, jeśli weźmiemy pod uwagę tylko
popularność wśród fanów rocka, ale przecież to właśnie Wishbone Ash, obok
Lynyrd Skynyrd i Allmanów, można uznać za pionierów rocka z wykorzystaniem
dwóch gitar prowadzących. Przy czym z tej trójki to właśnie WA najodważniej
szli w muzykę progresywną, nagrywając zresztą jeden z najgenialniejszych
albumów w tym gatunku – płytę Argus. I choć dla wielu liczą się tylko
pierwsze cztery albumy, nagrane przez oryginalny skład
Turner-Powell-Turner-Upton, grupa wciąż wydaje nową muzykę w swoich kolejnych
wcieleniach. Od lat ostatnim łącznikiem z tym oryginalnym Wishbone Ash jest
gitarzysta i wokalista Andy Powell. Jego obecni pomocnicy dołączali do zespołu
co dziesięć lat – basista Bob Skeat w 1997, perkusista Joe Crabtree w 2007, a
drugi gitarzysta Mark Abrahams w 2017 roku. Dla tego ostatniego Coat of Arms –
23. płyta studyjna Wishbone Ash – to debiut studyjny w szeregach formacji. I
trzeba przyznać, że tego wydawnictwa nikt wstydzić się nie musi.
sobota, 22 lutego 2020
Dany Placard - J’connais rien à l’astronomie [2020]
Dany Placard to dla mnie
całkowita tajemnica. Nigdy wcześniej nie zetknąłem się z tym nazwiskiem,
tymczasem ten urodzony w 1975 roku w Quebecu (jako Dany Gauthier) wokalista,
gitarzysta i producent ma już na koncie całkiem pokaźny dorobek i około
dziesięciu albumów wydanych pod różnymi szyldami, choć głównie po prostu pod
własnym nazwiskiem. Jego najnowsza płyta – J’connais
rien à l’astronomie – trafiła do mnie trochę przypadkiem, wraz z
kilkudziesięcioma innymi albumami wydanymi w styczniu tego roku i dorwanymi
trochę na chybił-trafił. Po szybkim odsiewie rzeczy, które absolutnie nie pokrywały
się z obszarem moich muzycznych zainteresowań, zostało z tej sporej grupy mniej
więcej siedem lub osiem albumów. Płyta Placarda niewątpliwie wyróżniała się
spośród tego grona nie tylko nieco zwariowaną, mocno bijącą po oczach
psychodeliczną okładką, ale też samym muzycznym klimatem.
poniedziałek, 10 lutego 2020
Coogans Bluff - Metronopolis [2020]
Coogans Bluff to niemiecka
formacja, która powstała na początku XXI wieku, ale na dobre zaczęła rozkręcać
się mniej więcej dziesięć lat temu. Wtedy stopniowo zespół zaczął przerzucać
się z wydawania Ep-ek na wypuszczanie pełnych albumów. Wtedy też rozwinął swoje
brzmienie, odpuszczając nieco popularne w obecnych czasach połączenie mocnego
stonera i psychodelii, a także pojawiające się czasami naleciałości
punkrockowe, na rzecz mieszanki nieco lżejszej, bardziej melodyjnej, ale przede
wszystkim dużo ciekawszej ze względu na coraz odważniejsze wykorzystanie trąbki
i saksofonu oraz instrumentów klawiszowych. W tym kierunku grupa podąża już od
kilku lat, nie inaczej jest na szóstym albumie, który ukazał się w styczniu
tego rok – Metronopolis.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







