Kaiser to trzyosobowy muzyczny
walec z Finlandii. Panowie Otu, Pex i RiQ zebrali się w 2013 roku, a rok późnej
wydali swoją debiutancką EP-kę. Od tamtej pory w kwestii nowej muzyki cisza,
więc zapewne trio szlifowało numery na pierwszy duży album. No i w końcu je
doszlifowało, a o tym, że nie był to czas stracony, świadczy jakość materiału
na pierwszym długograju zespołu z Helsinek (lub Hellsinek – jak sami piszą),
który ukaże się pod koniec maja. Wśród inspiracji panowie wymieniają takie
formacje jak Black Sabbath, Kyuss, Sleep, Red Fang, Down, ale też Alice in
Chains, Led Zeppelin czy Pink Floyd. Hmm… no nie każdy z tych wpływów słychać
na muzyce zawartej na 1st Sound, ale
na pewno jest ciężko, głośno, intensywnie i w dodatku przyjemnie łaskocze po
bebechach.
wtorek, 15 maja 2018
środa, 9 maja 2018
MaidaVale - Madness Is Too Pure [2018]
Muszę przyznać, że debiutancka
płyta MaidaVale – wydana w 2016 roku Tales
from the Wicked West – przeleciała obok moich radarów kompletnie
niezauważona. Właściwie to odkryłem ją dopiero przy okazji premiery płyty numer
dwa i postanowiłem sprawdzić, co tam panie ze szwedzkiego kwartetu wymodziły
dwa lata temu. I odkryłem całkiem ciekawe granie, będące do pewnego stopnia
połączeniem hendrixowskiego brzmienia i klimatu z rytmami rodem z twórczości
Jacka White – a wszystko podlane sosem klasycznego hard rocka i psychodelii. W
zeszłym roku udało mi się zobaczyć zespół na żywo – na Red Smoke Festival w Pleszewie
– ale z jakiegoś powodu występ ten mnie nie powalił. Może to wina bardzo
wczesnej pory, może ogólnego festiwalowego zmęczenia? Nie mam pojęcia, ale fakt
faktem, że nie wiązałem z premierą drugiej płyty kwartetu wielkich oczekiwań i
nadziei. Ale płyta wyszła – nosi tytuł Madness
Is Too Pure i… jest naprawdę bardzo przyjemna…
piątek, 4 maja 2018
Blackwater Holylight - s/t [2018]
Okładka, czcionka, a do tego
obecność w stajni RidingEasy Records – to wszystko zwróciło moją uwagę na grupę
Blackwater Holylight i jej debiutancki album. Reklama płyty i jej zbliżającej
się premiery trafiała przed moje oczy tak często, że oczywiście nie mogłem tego
albumu przegapić. I zupełnie nie wiem czemu, ale miałem jakieś dziwne
przeczucie, że to może być coś, co mi się spodoba. To w zasadzie głupie, bo
przecież opierałem się wyłącznie na tej ciekawej, ciepłej kolorystycznie
okładce i psychodelicznej czcionce, nie mając pojęcia, co ten zespół prezentuje
sobą muzycznie. A jednak do pierwszego odsłuchu przystąpiłem z całkiem sporymi
nadziejami, co mogło być zarówno dobrym jak i złym znakiem dla tego krążka.
Ładnych kilka odsłuchów całości później wracam do niego coraz chętniej i coraz
częściej zaczynam myśleć, że to może być czołówka mojej listy ulubionych
tegorocznych płyt.
poniedziałek, 30 kwietnia 2018
Spiders - Killer Machine [2018]
Spiders to nie jest zespół, który
łamie ustalony muzyczny porządek, wprowadza rewolucję w rocku, przełamuje
bariery, elektryzuje nowinkami brzmieniowymi… Spiders to formacja, która gra
prostego, melodyjnego i bardzo chwytliwego hard rocka. To sprawdzało się na
pierwszej płycie – Flash Point z 2012
roku – sprawdzało się także na jej następczymi – Shake Electric z roku 2014 – a także podczas koncertów – a na żywo
ten szwedzki kwartet widziałem do tej pory dwa razy. Nie jest więc większą
niespodzianką, że sprawdza się po raz kolejny – na najnowszym albumie formacji,
Killer Machine. I nawet brak
niespodzianek muzycznych na tej płycie też nie jest żadną… niespodzianką.
niedziela, 29 kwietnia 2018
Ugly Kid Joe [support: Yellow Cake / The Heavy Clouds] - Warszawa [Proxima], 25 IV 2018 [galeria zdjęć]
W zeszłym roku płyta America's Least Wanted grupy Ugly Kid Joe skończyła 25 lat. Tak, 25 lat! Z tej okazji panowie grają ją niemal w całości na koncertach, dodając co nieco z innych swoich wydawnictw. Tak właśnie było w Proximie. Relację słowną oraz inny zestaw zdjęć znajdziecie na stronie rockserwis.fm
Supportami były: polska formacja The Heavy Clouds oraz międzynarodowy zespół Yellow Cake, w którym śpiewa... wokalista Ugly Kid Joe.
Podziękowania dla Go Ahead za photo passa.
niedziela, 22 kwietnia 2018
Sunnata - Outlands [2018]
Polska scena psychodeliczna we
wszelkich tej psychodelii odcieniach ma się całkiem nie najgorzej. Oczywiście
to wciąż podziemie, ale popularność koncertów z tego typu muzyką w dużych
miastach czy prawdziwy sukces festiwalu Red Smoke wskazują na to, że jest głód
takich dźwięków. A że psychodelia to bardzo szerokie pojęcie, wiele osób
znajdzie na tym polu coś dla siebie. Warszawska Sunnata łoi aż miło, serwując
mocne riffy, opętańcze zaśpiewy, szczyptę bliskowschodnich motywów i trochę
transowych, hipnotycznych klimatów. Z jednej strony gitary atakują jak walec, z
drugiej ponury klimat w połączeniu z charakterystycznym wokalem prowadzą nas w
kierunku północno-zachodnich Stanów początku lat 90. Na ich trzecim krążku –
płycie Outlands – nie będzie ani
łatwo, ani ładnie, ani tym bardziej przyjemnie. Będzie za to klimatycznie,
trochę strasznie i brzydko, a czasem i przytłaczająco. Nie brzmi zachęcająco? A
powinno!
wtorek, 17 kwietnia 2018
Fungus Hill - Cosmic Construction on Proxima B [2018]
Skoro są ze Szwecji, to muszą
grać retro rocka, prawda? Hmm, i tak, i nie. Skoro nazywają się Fungus Hill, to
musi to mieć mocno psychodeliczno-stonerowy posmak, prawda? Hmm, i tak, i nie.
Skoro nowa płyta nosi tytuł Cosmic
Construction on Proxima B, to na pewno jest to coś dla fanów space rocka,
prawda? Hmm – zgadliście – i tak, i nie. Z zespołem Fungus Hill sprawa ma się
tak, że pozory często mylą. Łatwo ich z góry zaszufladkować po nazwie, tytule
płyty czy okładkach, ale kiedy posłuchamy ich twórczości uważniej, okazuje się,
że wiele razy będziemy zaskoczeni. Wspomniany album to ich drugie wydawnictwo.
Pierwsze – EP-ka Creatures –
zainteresowała mnie w zeszłym roku na tyle, że postanowiłem mieć na nich oko.
Całkiem słusznie, bo nową płytą pokazują, że mają potencjał.
sobota, 14 kwietnia 2018
Bjørn Riis - Coming Home [2018]
Wydawać by się mogło, że EP-ka to już gatunek mocno
zagrożony w muzycznym środowisku. A już na pewno taka wydana w formacie
cyfrowym. Ale jednak od czasu do czasu ktoś wciąż wpada na pomysł, by właśnie w
takiej formie wydawać nową muzykę. Jedną z takich osób jest gitarzysta i lider
grupy Airbag, Bjørn Riis. Do tego, że Riis wydaje muzykę „na boku” już się
przyzwyczailiśmy. Do tego, że brzmi ona w zasadzie bardzo podobnie do
twórczości Airbag – także. Nic dziwnego, wszak jest on w obu przypadkach
głównym kompozytorem, a i koledzy z zespołu często wspierają go na solowych
nagraniach. Riis mówił niedawno, że formuła wydawania muzyki solowej na EP-kach
bardzo mu odpowiada, niewykluczone zatem, że co jakiś czas będziemy od niego
dostawali 25-30 minut nowej muzyki właśnie pod taką postacią.
poniedziałek, 9 kwietnia 2018
Blå Lotus - Tube Alloys [2018]
Tube Alloys to pierwszy album formacji Blå Lotus. Kolejny zespół ze
Szwecji grający w starym stylu? I tak, i nie. Nie da się ukryć, że brzmią
bardzo klasycznie, że uwielbiają brzmienia lat 60. i 70., że znakomicie wpisują
się w modę na retro rocka panującą ku mojej radości na północy Europy. Ale tę
formację coś niewątpliwie wyróżnia z tej olbrzymiej masy świetnie grających
szwedzkich grup – panowie z Blå Lotus nie korzystają z gitary elektrycznej!
Tak, da się grać szeroko pojętego hard/prog rocka i nie korzystać z
sześciostrunowca. I w dodatku brzmi to kapitalnie.
wtorek, 3 kwietnia 2018
Stone Temple Pilots - s/t [2018]
Po kilkunastu sekundach odsłuchu
tej płyty pomyślałem sobie: „To brzmi jak Velvet Revolver”. Tyleż głupie, co w
pewnym sensie uzasadnione skojarzenie. Głupie z jednego powodu – żaden z
twórców tego albumu nie ma nic wspólnego z Velvet Revolver. Ale chwila, to
przecież Stone Temple Pilots, a ich nowym wokalistą jest głosowy klon Scotta
Weilanda – gościa, który obie te formacje łączył. Niełatwe zadanie stoi przed
Jeffem Guttem. Jeśli on (i poziom jego sławy i uznania w środowisku) jest
stopą, a sława poprzedników butami, to drobną, bardzo przeciętną jeśli chodzi o
wielkość stopę musi wsadzić w buty, które mogliby nosić najwyżsi gracze NBA – i
jakimś cudem nie wybić sobie zębów przy próbie chodzenia. Wchodzi do zespołu, w
którym śpiewała nie jedna, ale dwie spore gwiazdy muzyki rockowej ostatnich 30
lat. Oczywiście STP utożsamiamy przede wszystkim ze zmarłym w grudniu 2015 roku
Scottem Weilandem, ale nie zapominajmy także, że po drugim wywaleniu Weilanda z
zespołu, przez kilka lat współpracował z grupą zmarły tragicznie w lipcu
zeszłego roku Chester Bennington. Zastąpić jednego czy dwóch bardzo cenionych
wokalistów to jedna sprawa – zastąpić wokalistów, którzy skończyli tak
tragicznie i na zawsze stali się kolejnymi, którzy nie poradzili sobie ze sławą
i na własne życzenie odeszli stanowczo zbyt młodo, to zadanie jeszcze
trudniejsze, bo takie postaci zajmują w sercach fanów szczególne miejsce. Los
takich grup jak Blind Melon czy INXS udowodnił, że nawet jeśli reszta składu
trzyma się blisko, zadanie zastąpienia zmarłego tragicznie lidera może być misją
z gatunku tych niemożliwych do wykonania. Tu tym trudniejszą, że z tych trzech
formacji STP cieszyło się – śmiem twierdzić – zdecydowanie największą estymą.
Zadanie staje się jeszcze trudniejsze (jeśli to w ogóle możliwe), gdy okazuje
się, że nowy wokalista jest klonem tego najbardziej znanego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









