Termin rock psychodeliczny
kojarzy nam się dość jednoznacznie z długimi kompozycjami, podczas których
muzycy próbują sprawiać, że będziemy się czuli jak po dobrym, niekoniecznie
legalnym towarze. Hipnotyczne zapętlenia, kosmiczne podkłady, wibrujące dźwięki
– wszystko to ma wywołać muzyczny odlot. To metoda sprawdzona od niemal 50 lat.
Ale nie zapominajmy o tym, że rock psychodeliczny ma też inne oblicze, bo te
wibrujące dźwięki, hipnotyczne wstawki i narkotyczny klimat znakomicie
sprawdzają się w zestawieniu z krótkimi, bardzo przystępnymi formami
muzycznymi. To żadna nowość. Wiedzieli już o tym Floydzi na samym początku
swojej kariery, wiedzieli Doorsi, wiedziało wiele innych formacji słynących ze
sprawnego łączenia lekkich pioseneczek o sporym radiowym potencjale z nieco
tajemniczym klimatem narkotycznej psychodelii. Bo żeby dobrze się wkręcić i
odpłynąć wcale nie trzeba słuchać kilkuminutowych solówek. Czasami wystarczy
odpowiednie brzmienie zawarte w prostej piosence. Tę formułę postanowiła
przypomnieć w obecnych czasach brytyjska formacja Purson i czyni to już po raz
drugi w formie longplaya. Drugie pełnowymiarowe dzieło grupy nosi tytuł Desire’s Magic Theatre.
