Pokazywanie postów oznaczonych etykietą red hot chili peppers. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą red hot chili peppers. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 sierpnia 2026

Flea - Honora [2026]

Fanom Red Hot Chili Peppers pisać tego nie trzeba, ale zakładam, że jednak nie wszyscy na świecie znają na wylot historię tego zespołu oraz życiorysy jego członków. Napiszę zatem: Flea to nie tylko szalony basista wyginający się na scenie często w stroju mocno niekompletnym, sprawiający wrażenie, jakby właśnie pierwszy raz wypuszczono go z domu do ludzi, zakochany w funk-rockowym szaleństwie. Flea to także człowiek, który potrzebuje bliskiego kontaktu z naturą, trębacz i fan jazzu. Można odnieść wrażenie, że to dwie zupełnie różne osoby zamknięte w jednym, niespecjalnie wielkim ciele. A jednak jakoś się tam mieszczą. To drugie oblicze australijskiego basisty było do tej pory mocno w cieniu pierwszego, ale w końcu przedarło się na powierzchnię, a efektem tych wysiłków jest wydany w tym roku pierwszy solowy album muzyka – Honora.

poniedziałek, 11 lipca 2016

Red Hot Chili Peppers - The Getaway [2016]



Ze mną i Red Hot Chili Peppers sytuacja jest dość skomplikowana. Z jednej strony uwielbiam kilka rzeczy z Blood Sugar Sex Magik, Mother’s Milk czy One Hot Minute i niemal w całości łykam Californication, a z drugiej strony nieszczególnie biorą mnie ich wczesne płyty, wspomniana BSSM wydaje mi się o wiele za długa i niestrawna, gdy słucham jej w całości, a i po Californication nie wydali nic, co by mnie zainteresowało. W ostatnich latach Papryczki wypadły poza obszar moich muzycznych zainteresowań. W międzyczasie po raz drugi z grupą pożegnał się John Frusciante i to niestety słuchać na nowej płycie – The Getaway. Słyszałem skrajne opinie o nowym albumie, zanim sam go wysłuchałem. Jedni twierdzili, że to płyta słaba i niepotrzebna, drudzy, że to najlepszy album od czasów Californication. W sumie obie te opinie wcale nie muszą się wykluczać, ale pierwszy singiel – Dark Necessities – jakoś na początku mnie nie powalił. „Chwycił” dopiero po jakimś czasie, jak i chwyciło kilka innych momentów tej nowej płyty. Ale czy to nie za mało, by przeprosić się z RHCP?