Heart – członkowie Rock and Roll
Hall of Fame. Członkinie, żeby uściślić – bo poza siostrami Wilson, które od
dawna kierują we dwie tą grupą, w Heart nie ma już od wieków żadnego z muzyków,
którzy wraz z nimi zostali włączeni w poczet tej kontrowersyjnej organizacji.
Siostry Wilson niewiele muszą. Miejsce w historii rocka mają zapewnione dzięki
takim numerom jak Crazy on You czy Barracuda, rozpoznawalnymi przez
wszystkich megagwiazdami rocka już nigdy nie zostaną, bo czasy świetności grupy
dawno minęły, ale wciąż mogą liczyć na dopływ świeżych fanów choćby dzięki
sławnemu coverowi Stairway to Heaven
sprzed kilku lat, który zrobił furorę w Internecie. Grają koncerty, które
cieszą się sporym powodzeniem i w zasadzie nikt nie oczekiwałby pewnie po nich
nagrywania nowych płyt. Postanowiły jednak wejść do studia z obecnym składem
grupy i taki nowy album zarejestrować. Tylko czemu w takim razie nie zrobiły
tego porządnie i z sensem? Czemu zamiast płyty z nowym materiałem dostajemy dwa
czy trzy względnie świeże kawałki i kilka odgrzewanych kotletów w nowych
wersjach – głównie kompozycji z płyt wydanych w pierwszej połowie lat 80.? Ja
wiem – nie były to najlepsze lata dla muzyki hardrockowej i wiele grup wydało
wtedy rzeczy, których się trochę wstydzi i czasami chcieliby móc nagrać je od
nowa, żeby brzmiały sensowniej. Ale czy trzeba je koniecznie sprzedawać jako
nową płytę i mieszać z nowymi numerami? Słabe to, słabe…
