wtorek, 19 grudnia 2017

Band of Spice - Shadows Remain [2017]



Spice to wokalista, który kojarzony jest przede wszystkim z tego, że śpiewał na pierwszych kilku albumach bardzo zacnej formacji Spiritual Beggars. Ten zespół pojawiał się już na blogu, a znany jest najbardziej z tego, że grupka na co dzień wrzask-metalowych muzyków gra w nim sobie kapitalnego hard rocka ze stonerowym posmakiem. Spice już od dawna w Spiritual Beggars co prawda nie śpiewa, ale od jakiegoś czasu wydaje płyty z grupą, której – jak sugeruje nazwa – jest liderem: Band of Spice. Shadows Remain to trzeci album tego szwedzkiego bandu (choć tak naprawdę piąty, jeśli weźmiemy pod uwagę wcześniejsze inkarnacje zespołu pod innymi nazwami) i jeśli jesteście fanami Spiritual Beggars, to muzyka, którą oferuje były głos tej formacji ze swoim obecnym zespołem, też pewnie przypadnie wam do gustu.

piątek, 15 grudnia 2017

Himmellegeme - Myth of Earth [2017]



Trafianie na kolejne świetne formacje ze Skandynawii jest obecnie tak zaskakujące, jak przerywanie meczów Legii ze względu na zadymienie stadionu po odpalaniu rac. Zatem istnienie takiej grupy jak Himmellegeme i fakt wydania przez ten zespół naprawdę udanej debiutanckiej płyty przyjmuję ze stoickim spokojem. Co nie znaczy, że nie mogę się trochę nimi pozachwycać. No może nie tak całkiem i bezgranicznie, ale jednak choć odrobinę zachwycić się wypada. A wszystko dlatego, że Myth of Earth to naprawdę udany debiut w wykonaniu kwintetu z norweskiego Bergen. Nie mam pojęcia jaka jest muzyczna przeszłość gości tworzących ten zespół, ale szczerze wątpię, że są to debiutanci w branży. Ta płyta jest po prostu zbyt dobra, żeby mogła być dziełem muzyków bez doświadczenia.

wtorek, 12 grudnia 2017

Diablo Swing Orchestra - Pacifisticuffs [2017]



Nie jest to z pewnością najszybciej wydana płyta w historii ludzkości. Ostatnie dzieło szwedzkich pacjentów zakładu psychiatrycznego sprytnie udających muzyków (na pewno tak jest!) ukazało się w 2012 roku i odnosiłem już nawet wrażenie, że dalszego ciągu możemy się nie doczekać (przenieśli ich na oddział o większym rygorze?). A jednak jakiś czas temu grupa zaczęła wspominać, że może pod koniec roku… Mamy koniec roku i jest też płyta (uczcie się, Toole!). Pacifisticuffs to jak zwykle porąbany tytuł, porąbana okładka (no dobrze, mniej niż poprzednia) i porąbana muzyka. 44 minuty muzycznego szaleństwa, do którego ekipa ze Sztokholmu dawno już przyzwyczaiła swoich słuchaczy.

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Sons of Apollo - Psychotic Symphony [2017]



Sons of Apollo to kolejna świeża supergrupa. Nazwiska robią wrażenie, zresztą przecież po to zakłada się supergrupy. Bo przecież nie po to, żeby zaoferować fanom cokolwiek przełomowego. Toteż panowie Portnoy, Sherinian, Bumblefoot, Sheehan i Soto na żadne nowatorstwo na swoim pierwszym krążku – Psychotic Symphony – się nie silą. Oni już się w swoim zawodowym życiu „nanowatorzyli”, a teraz z przyjemnością mogą jechać na swoich starych patentach z Dream Theater czy Mr. Big i próbować sklecić z tego całość, która będzie się trzymała kupy. Od śledzenia listy zespołów, w których udzielali się członkowie Sons of Apollo, może się zakręcić w głowie. Od muzyki zawartej na ich wspólnej debiutanckiej płycie w głowie może i się nie zakręci, ale za to będzie można bez żenady tą głową pomachać, bo jest przy czym.

piątek, 8 grudnia 2017

Secret Colours - Dream Dream [2017]



Grają mocno w stylu brytyjskiej pop-rockowej psychodelii drugiej połowy lat 60. połączonej z elementami britpopu, w nazwie mają „colours” w brytyjskiej pisowni, no to chyba muszą być z Wielkiej Brytanii, czyż nie? Nie! Kwartet (lub kwintet – informacje na ich stronach stoją w sprzeczności ze zdjęciami promocyjnymi) Secret Colours pochodzi z Chicago – miasta, które chyba najbardziej kojarzy się z bluesem (i z Chicago Bulls, ale to jakby inna bajka). Ale z tym gatunkiem akurat ten zespół wiele wspólnego nie ma. Czyli pozory mylą w niemal każdym aspekcie. Włącznie z okładką nowej, czwartej już płyty zespołu – Dream Dream. Ta mocno sugeruje klimaty lat 80. (i to może nawet takie dość rushowe), a tu jednak spektrum brzmieniowe jest o wiele szersze i wcale nie ta dekada jest najintensywniej reprezentowana.

środa, 6 grudnia 2017

Styx - The Mission [2017]



A to ci niespodzianka. Zespół Styx nigdy nie wchodził w orbitę moich muzycznych zainteresowań. Traktowałem ich jako dość kiczowatą ciekawostkę ze Stanów Zjednoczonych, mocno kojarzącą mi się z ładnym, nieco cukierkowym pop-rockiem lat 80., który jakoś nigdy na dobre nie chciał się przyjąć w Europie. Niby znałem jakieś dwa czy trzy największe hity, nazwiska Dennisa DeYounga czy Tommy’ego Shawa (choć ten drugi znacznie bardziej kojarzy mi się z Damn Yankees) nie były mi całkiem obce, ale kompletnie nie czułem potrzeby zagłębiania się w twórczość tej formacji. Aż tu tymczasem w 2017 roku ukazuje się szesnasta studyjna płyta zespołu, zatytułowana The Mission – pierwsza od 12 lat, a jeśli liczyć tylko materiał autorski, to nawet od 14. I nagle różni znajomi, których wcześniej nie podejrzewałbym o jakiekolwiek związki z muzyką Styx, zaczynają się tym albumem zachwycać. Grzechem byłoby nie sprawdzić, o co w tym wszystkim chodzi. A chodzi – jak się okazało – o to, że to po prostu naprawdę bardzo dobra i przyjemna płyta.

wtorek, 5 grudnia 2017

Causa Sui - Vibraciones Doradas [2017]



Duńska formacja Causa Sui to z pewnością jedna z tych nazw, które elektryzują wielu słuchaczy stonerowej psychodelii w całej Europie. Istnieją 13 lat, ale na koncie mają już kilkanaście wydawnictw – tak dużych płyt, jak i EP-ek oraz koncertówek. Nic zatem dziwnego, że nieco ponad półtora roku po premierze Return to Sky ukazuje się kolejne wydawnictwo grupy – płyta o intrygującym tytule Vibraciones Doradas. Pięć numerów, 37 minut i klimaty, które każdemu fanowi duńskiego zespołu będą znajome i bardzo bliskie.

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Thulsa Doom - A Keen Eye for the Obvious [2017]



Norweska formacja Thulsa Doom to jedno z ciekawszych zjawisk na skandynawskiej scenie rockowej, ale na czwarty album tego zespołu trzeba było czekać aż… 12 lat. Na szczęście wracają, w dodatku na krążku pojawia się oryginalny wokalista Papa Doom, którego próżno było szukać na wydanej w 2005 roku płycie Keyboard, Oh Lord! Why Don’t We? Wszyscy muzycy formacji przybrali pseudonimy ze słowem Doom, zespół lubuje się w długich i dziwnych tytułach płyt, ale najważniejsze jest to, że grają po prostu świetną muzykę. Kiedyś głównie w klimatach stoner rocka, dziś jest to raczej mieszanka brzmień stonerowych z klasyką rocka lat 70. i chwytliwymi melodiami. Brzmienie być może momentami nieco złagodniało, ale wciąż jest to granie na bardzo wysokim poziomie.

sobota, 2 grudnia 2017

Ghosttrip - The Adventuress [2017]



Ghosttrip to relatywnie nowy byt na scenie muzycznej. Kwartet z niemieckiego miasta Flensburg gra wspólnie od kilku lat, ale wydawniczo zadebiutował dopiero w tym roku płytą The Adventuress. Najpierw rzuca się w oczy dość intrygująca, mroczna, choć wzbudzająca mieszane uczucia u wielu osób okładka. Ale przecież nie będziemy gapić się w nią bez końca i zastanawiać, czy nam się podoba, czy jednak może nie do końca jest kompatybilna z naszym zmysłem estetyki – kiedyś trzeba przejść do muzyki. Tej nie ma może zbyt dużo, bo zaledwie 37 minut, ale mnie to akurat w niczym nie przeszkadza. Zespół wita się z potencjalnymi fanami, więc nie musi ich przytłaczać długim materiałem. Zapraszam na wspólny odsłuch The Adventuress.

piątek, 1 grudnia 2017

Tune - III [2017]



Trzeba przyznać, że panowie z Tune specjalnie się nie przepracowują, przynajmniej pod szyldem tej właśnie formacji. Ich pierwsza, bardzo udana płyta – Lucid Moments – ukazała się w 2011 roku i narobiła sporo zamieszania w polskim progresywnym podziemiu. Na album numer dwa trzeba było poczekać trzy lata, ale było warto, bo płyta Identity to według mnie jeden z kilku najlepszych albumów w polskiej muzyce XXI wieki (a może i w ogóle). Kolejne trzy lata zajęło zespołowi wydanie albumu trzeciego, zatytułowanego po prostu III. Tym trudniej zrozumieć, czemu znalazło się na nim tylko pół godziny muzyki. O tym jednak w dalszej części tego tekstu. Najważniejsze, że po wielu zapowiedziach album w końcu się ukazał, a zespół Tune pokazuje, że wciąż jest w formie.