wtorek, 26 listopada 2019

Sandveiss - Saboteur [2019]


Nie znam historii kanadyjskiego kwartetu Sandveiss, ale z tego, co znalazłem w internecie, wynika, że grupa powstała na początku kończącej się właśnie dekady. W 2012 roku wydali EP-kę, rok później pierwszy album, a potem… cisza. Z wyjątkiem jednego singla aż do zeszłego roku nie ukazało się kompletnie nic. Nie wiem, czy była to przerwa w działalności, czy może po prostu panowie tak długo zbierali się do ponownego komponowania, ale to obecnie dość rzadkie, by między dwiema pierwszymi dużymi płytami zespołu było aż sześć lat przerwy. Jednak z pewnością kwartet dobrze wykorzystał ten czas, bo nagrał bardzo ciekawy album, który powinien przypaść do gustu wielu fanom dobrego, współczesnego rocka granego na wysokich obrotach.

niedziela, 24 listopada 2019

Kadavar - For the Dead Travel Fast [2019]


Z muzyką grupy Kadavar to u mnie jest tak, że niby odbieram ją pozytywnie, ale „zawsze coś”. Pierwsze dwie płyty były zacne, ale w sumie kompletnie się od siebie nie różniły i można było utwory z obu włączać w trybie losowym. Płyta trzecia niby przynosiła jakąś zmianę, zwłaszcza w kwestii produkcji, ale była jednak zbyt monotonna, a najciekawszy z niej numer był coverem i to w dodatku dodanym tylko w niektórych wersjach. Album ostatni – Rough Times – to z kolei Kadavar próbujący odejść od utartych schematów, ale miałem wrażenie, że nie wszystkie pomysły na to odejście się sprawdziły, i że sam zespół nie do końca wiedział, jak konkretnie chce to zrobić. Ze skrajności w skrajność. I może z tego właśnie powodu nie miałem jakichś wielkich oczekiwań odnośnie do nowej płyty niemieckiego tria. Uznałem, że jeśli coś mi się na niej spodoba, to fajnie, ale jeśli jakoś nie zatrybi, to wielkiej afery z tego powodu robił nie będę. I teraz nie wiem, czy to zasługa takiego właśnie nastawienia, czy może po prostu faktycznie jest to płyta o wiele ciekawsza od przynajmniej dwóch poprzednich, ale albumu For the Dead Travel Fast słucha mi się bardzo dobrze.

czwartek, 21 listopada 2019

Blackwater Holylight - Veils of Winter [2019]

Kiedy w zeszłym roku pisałem o pierwszej płycie Blackwater Holylight i zaczynałem grać muzykę tego zespołu w swojej audycji, formacja z Portland nie miała jeszcze nawet swojego profilu na Facebooku, a w Polsce słyszało o niej pewnie kilka osób. Trochę się od tamtej pory pozmieniało. Teraz panie mają kilka tysięcy obserwujących, pograły już sporo, także jako support przed występami nieco bardziej rozpoznawalnych wykonawców, odwiedziły nawet Polskę (niestety Szczecin to dla reszty kraju raczej średnia lokalizacja, więc byłem zmuszony odpuścić) i po wielu zmianach na stanowisku perkusistki w końcu chyba ustabilizowały skład. Szybko też zarejestrowały album numer dwa – Veils of Winter. Przy okazji premiery pierwszej płyty pojawił się tu komentarz, że zespół brzmi „dziewczyńsko”. Może i coś w tym jest, może faktycznie w riffach granych przez zespół brakuje elementu męskiej agresji. Może właśnie na tym polega urok tego zespołu? Z drugiej strony – to absolutnie nie jest „dobra muzyka jak na dziewczyny” (z czymś takim też się spotkałem w zagranicznych internetach), bo to byłoby nie tylko stwierdzenie szowinistyczne, ale zwyczajnie krzywdzące dla pań tworzących ten zespół (i właściwie dla wszystkich innych też). To po prosto dobra muzyka i tyle.

poniedziałek, 11 listopada 2019

Joe Bonamassa - Live at the Sydney Opera House [2019]


Aleeeee jaaak tooooo? Rok bez wydawnictwa Joego Bonamassy? No już, już, spokojnie. Bonamassa zlitował się nad fanami i pod koniec roku jednak coś wydał – tym czymś jest co prawda album koncertowy i to wcale nie z ostatniej trasy, ale czy ma to znaczenie? No w zasadzie to ma – i wcale nie jest złym pomysłem. Album Live at the Sydney Opera House został zarejestrowany w 2016 roku w… niespodzianka – Sydney. Joe był wtedy w trakcie trasy promocyjnej albumu Blues of Desperation, a podkreślam to dlatego, że był to świetny album, według mnie o wiele ciekawszy od zeszłorocznej płyty Redemption, więc i zawartość koncertówki zdecydowanie odpowiada mojemu zapotrzebowaniu na dobrą muzykę od Bonamassy.

piątek, 8 listopada 2019

War Cloud - State of Shock [2019]


War Cloud to kalifornijskie power trio, które od kilku lat młóci zgrabnie w klimatach łączących NWOBHM, kalifornijską scenę thrashową i tradycyjnego hard rocka. Czyli kompletnie nic odkrywczego, ale umówmy się – niektóre zespoły z tej muzycznej bajki po prostu mają „to coś” i brzmią naprawdę solidnie, a inne próbują, ale coś nie gra. Mam wrażenie, że War Cloud można zaliczyć do tej pierwszej grupy. Warsztat jest, produkcja stoi na dobrym poziomie, w zasadzie wszystko się tu zgadza i nic nie zgrzyta, a to już dobry początek.

środa, 6 listopada 2019

Grande Royale - Take It Easy [2019]


Szwedzką formację Grande Royale poznałem dwa lata temu. Wtedy to ukazała się trzecia płyta zespołu – Breaking Newso której zresztą pisałem na blogu. Przyznałem wtedy, że nie znam płyt poprzednich, ale – sądząc po tym, jak brzmią na nowej – mogę sobie wyobrazić, że są utrzymane w bardzo podobnej stylistyce. No cóż, wciąż nie znam pierwszych dwóch albumów Grande Royale, ale płyta czwarta… hmm, no brzmi dość podobnie do trzeciej. Jest w dużej mierze przewidywalnie i… wcale mi to nie przeszkadza.

poniedziałek, 4 listopada 2019

Opeth - In Cauda Venenum [2019]

Opeth to jeden z tych zespołów, które zawsze będą wzbudzały ostre dyskusje przy okazji premiery kolejnych płyt. Choćby nie wiem, co robili, zawsze będzie spore grono niezadowolonych. Bo albo nie grają już tak jak na pierwszych płytach, albo nie grają już tak jak na ostatnich płytach, albo… No zawsze, kurwa, coś – jak w sławnym filmiku z muchą z internetowej prehistorii. Lider zespołu – Mikael Åkerfeldt – ma zdaje się na to wszystko mocno… no, że spływa po nim. To zresztą gość obdarzony ogromnym, mocno (auto)ironicznym poczuciem humoru, co niewątpliwie pomaga mu w zachowaniu odpowiedniego dystansu. Zespół maszeruje więc dalej, nie przejmując się narzekaniami. I tak domaszerował do płyty numer 13 – In Cauda Venenum.

niedziela, 27 października 2019

VIII Memoriał Jona Lorda - Warszawa [Hybrydy], 24 X 2019 [galeria zdjęć]

Warszawski Memoriał Jona Lorda organizowany przez Łukasza Jakubowicza na stałe wszedł do kalendarza hardrockowych imprez muzycznych i - w zależności od formuły w danym roku -  gromadzi mniejszą lub większą grupę muzyków, ale także zawsze całkiem sporą rzeszę fanów. Od jakiegoś czasu formuła memoriału uległa pewnej modyfikacji i teraz już ze sceny możemy usłyszeć nie tylko kompozycje Deep Purple i Whitesnake, ale także Rainbow - zespołu, w którym Jon Lord nigdy nie grał, ale przecież jak najbardziej należącego do bardzo licznej i różnorodnej rodziny Deep Purple. Uznajmy zatem, że ta impreza w pewien sposób naturalnie staje się celebracją twórczości "rodziny Deep Purple". Jak zwykle trzon muzycznej ekipy stanowił projekt Made in Warsaw. Wśród gości pojawili się m.in. stali bywalcy memoriałów - Grzegorz Kupczyk, Michu Przybylski i Piotr Brzychcy. Nie zabrakło żeńskiego pierwiastka w postaci Natalii Kwiatkowskiej z Cheap Tobacco. Towarzystwo zaserwowało publiczności trzy godziny klasycznego rockowego grania - set był wypełniony klasykami rocka spod znaku trzech wymienionych grup. Nie da się ukryć, że właśnie na takie utwory czekali zgromadzeni słuchacze, którzy bawili się jak zwykle świetnie, choć przyznam też, że nie pogniewałbym się, gdyby na kolejnych edycjach pojawiły się w ramach odmiany kompozycje projektu Paice, Ashton, Lord czy choćby jeden albo dwa solowe numery klawiszowca. Wiem, że to może nie ma potencjału porwania fanów do wspólnych śpiewów, ale byłoby miłą niespodzianką pomiędzy wielkimi rockowymi hitami.

W tym roku uczczenie pamięci Lorda będzie miało ciąg dalszy. Zespół Made in Warsaw w lekko zmodyfikowanym składzie pojedzie w krótką trasę, która przedstawia się następująco:

14 XI - Wrocław [Liverpool]
15 XI - Częstochowa [Scena TfP]
16 XI - Chorzów [Leśniczówka]
28 XI - Poznań [Klub u Bazyla]
29 XI - Bydgoszcz [Estrada]
30 XI - Piła [Barka]



czwartek, 24 października 2019

Lloyd - Black Haze [2019]


Trzej bracia, którzy tworzą wspólnie grupę muzyczną zręcznie poruszającą się w rejonach zarówno rockowych, jak i momentami wręcz popowych. Historia zna już takie przypadki. Czy grupa pochodzących z Paryża braci Lloyd ma szansę nawiązać do tych rodzeństw, które odnosiły ogromne sukcesy z tworzoną przez siebie muzyką? No cóż, czasy inne, muzyka, którą panowie prezentują, jest raczej dość odległa od mainstreamu (choć może nie aż tak bardzo?), ale pierwsze kroki napawają optymizmem, bo debiutancki album tria to rzecz naprawdę znakomita.

wtorek, 22 października 2019

Larska - Can't Steal It [2019]


Larska to prawdopodobnie pierwszy zespół z Serbii, jaki poznałem. Pierwszy, ale już w pewnym sensie nietuzinkowy. Panów jest trzech, co akurat niczym niezwykłym nie jest, ale jeśli zdradzę wam, że dwóch z nich to basiści, to już zaczyna się robić ciekawie. Perkusja i dwa basy? Różne pomysły mieliśmy w ostatnich kilkunastu latach – gitara i bębny, bas i bębny… Dwóch basów z bębnami chyba jeszcze nie przerabiali. Oczywiście do tego dochodzi milion efektów, które sprawiają, że jeden z basów wcale jak bas nie brzmi, ale to już zupełnie inna historia.